/ Godzina 15:00 /
- Kochanie spóźnimy się! - krzyknął Mario, a ja w tej chwili zeszłam ze schodów. Podeszłam do niego, dałam mu buziaka i powiedziałam:
- Nie denerwuj się tak, bo złość piękności szkodzi, a tobie jej niewiele zostało. - uśmiechnęłam się pod nosem, widząc jego minę. Ubrałam moje ulubione szpilki i czekałam na Mario, który ubierał się bardzo wolno, chyba dlatego, że był na mnie fochnięty. Wsiedliśmy do samochodu, a Mario nawet nie drgnął.
- Mario! Nie bądź na mnie zły, to było tylko dla żartów!
- No dobrze słoneczko, ale pod jednym warunkiem!
- Jakim?
- Powtórzymy, to co robiliśmy w nocy. - powiedziawszy, to uniósł zalotnie brwi i uśmiechnął się zawadiacko.
- Idiota! - powiedziałam i uśmiechnęłam się. On był niesamowity. Potrafił mnie wyprowadzić z równowagi, a po chwili już na mojej twarzy gościł uśmiech z jego powodu.
- Ale twój! - przerwał moje myśli.
- Tośka dzwoniła. - powiedziałam po chwili. Tosia, to moja o dwa lata młodsza siostra. Miałyśmy zawsze dobry kontakt i w trudnych momentach potrafiłyśmy się wspierać.
- Co chciała? - zapytał Mario. Moja kochana siostrzyczka kiedyś startowała do Marco, czym wzbudziła nie małą nienawiść u Mario.
- Pytała co u mnie i takie tam, a i jeszcze zapraszała nas do niej na parapetówkę.
- Wyprowadziła się od rodziców?
- Tak, bodaj tydzień temu. Mieszka teraz w centrum Monachium, więc będziemy się często widywać. - powiedziałam i spojrzałam na Mario, który ze złości zaczął się czerwienić. - Spokojnie ty nie musisz. - dodałam i cmoknęłam go w policzek.
- To już tu. - powiedział i wyszliśmy z auta. Stadion był bardzo ładny i nowoczesny. Byłam tutaj kiedyś z tatą na meczu. Weszliśmy do środka. Pokonaliśmy kilkanaście schodków i weszliśmy do pewnego pokoju. To tutaj Mario miał zostać oficjalnie ogłoszony zawodnikiem Bayernu. Na sali byli już zawodnicy, sztab szkoleniowy i medyczny oraz kilku dziennikarzy. Mario podszedł do prezesa klubu. Podążyłam za nim. Mario przedstawił mnie miłemu, starszemu panu. Potem zaczęto tą całą wielką "ceremonie".
Powiedzieli kilka zdań o nowym nabytku, mówili jak to się cieszą, że będzie u nich grać itd. Potem nadszedł czas na pytania do Mariosia.
- Czemu odszedł Pan do Bayernu, przecież w Borussii miał Pan miejsce w pierwszym składzie, a pensja do najmniejszych nie należała. Jest Pan wychowankiem Dortmundu. Nie ma Pan wyrzutów sumienia, że opuścił Pan swój macierzysty klub i odszedł do jego największego wroga? - gdy usłyszałam, to pytanie zagotowało się we mnie, miałam ochotę przywalić temu dziennikarzynie.
- A jeżeli Pan miałby wybór pisać do The Times, albo dalej do regionalnej gazetki, to co by Pan wybrał? - odpowiedział Mario ze uśmiechem na twarzy.
- The Times. - odrzekł zmieszany dziennikarz.
- Borussia, to wielki i wspaniały klub, ale nie mogę tam wiecznie grać, muszę iść dalej. Nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Może przekona się Pan o tym za niedługo. - powiedział Mario, mając na myśli, to że do transferu został zmuszony. Od tego pytania dziennikarze nawet nie wypowiedzieli słów Borussia i transfer. Pytali głównie o oczekiwania i plan gry Mariosia. Po skończonym wywiadzie do mojego chłopaka podeszli jego nowi koledzy z drużyny. Postanowiłam podejść do nich i się przedstawić.
- Hej! Jestem Jess, dziewczyna Mario. - powiedziałam, a chłopcy zaczęli się przedstawiać. Większość z tych mężczyzn znałam, a o niektórych nie miałam pojęcia.
- To może jutro zorganizujemy parapetówkę? - zapytał się mnie Mario.
- Ok.
- Naprawdę?
- Czemu nie! - powiedziałam i dałam mu całusa. Chłopcy patrzeli na nas jak przysłowiowa sroka w gnat i uśmiechali się.
- Zakochańce! - powiedział Philipp Lahm. Dostał za, to od Neuer` a kuksańca. Pożegnaliśmy się z chłopakami i pojechaliśmy do domu. Zmyłam makijaż, wzięłam zimny prysznic i założyłam piżamę.
Weszłam do sypialni, aby oznajmić chłopakowi, że może już skorzystać z łazienki. Gdy weszłam do pokoju, zauważyłam słodko śpiącego Mario. Uśmiechnęłam się tylko i poszłam w jego ślad.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, to już dziesiąty rozdział! Mały jubileusz!
W następnym rozdziale, to opijemy.
Mam tu na myśli parapetówkę!
Dzięki, że jesteście ze mną i wytrzymaliście
te dziesięć rozdziałów. Proszę was o więcej komentarzy.
One naprawdę dają tego przysłowiowego kopa.
Nie mogę teraz po nocach spać, bo myślę już o następnych
rozdziałach, a mój blog komentują dopiero dwie osoby.
Boję się co się stanie jeśli, ta liczba się powiększy.
Poświęcam na tego bloga naprawdę dużo czasu.
Nie mówię tutaj o pisaniu, ale o obmyślaniu rozdziałów.
Czasem pomysł przychodzi mi do głowy w połowie lekcji
(najczęściej biologii) i nie umiem się skupić.
Bardzo Wam dziękuję, Drogie Czytelniczki!
Do napisania! =)
KOMENTARZ = MOTYWACJA
niedziela, 24 listopada 2013
środa, 20 listopada 2013
Rozdział 9
Rozdział z dedykacją dla Sylwii Reus! Mam nadzieję, że to czytasz!
/oczami Jess/
Obudziłam się o 6:16, co wcale mnie nie zdziwiło, przecież zasnęłam około godziny 17. Obróciłam się na drugi bok, a moim oczom ukazał się Mario! "Co on tu robi? Co ja robię w sypialni, skoro zasnęłam w salonie? Acha... wszystko jasne, przecież drzwi były otwarte! Idiotka ze mnie! Pewnie dostanie mi się od Mario. O Boże, jak on słodko śpi." Tyle myśli na minutę. W tym momencie zaczęłam po cichutku chichotać. Poszłam do łazienki. Po krótkim prysznicu ubrałam się, umalowałam i zrobiła niechlujnego koka. Poszłam do sypialni, aby zobaczyć, czy Marioś jeszcze sobie śpi. Gdy zauważyłam, że Mario nadal przebywa w Krainie Morfeusza, postanowiłam zrobić śniadanie. Zaszalałam i zrobiłam naleśniki. Gdy skończyłam postanowiłam obudzić Mario, abyśmy mogli zjeść wspólne śniadanie, gdy się obróciłam zobaczyłam Mario opartego o framugę drzwi.
- Cześć słodka! - powiedział i pocałował mnie czule w usta.
- Hej, chodź zjemy, a za godzinkę przyjeżdża do mnie i do ciebie firma przeprowdzkowa.
- Aj rzeczywiście, trochę zaspałem. - odpowiedział. Zjedliśmy śniadanie, a Mario pojechał do swojego domu. Panowie z firmy przeprowadzkowej spakowali moje rzeczy i odjechali. Miałam jeszcze półtorej godziny do odlotu samolotu. Poczytałam trochę. Wtedy pod mój dom podjechał Mario z Reus' em. Wziął moją walizkę i pojechaliśmy na lotnisko. Przez cały czas rozmawialiśmy o przeprowadzce, o naszym nowym życiu. Marco tylko przysłuchiwał się naszej rozmowie i w skupieniu prowadził samochód. Gdy byliśmy już na lotnisku Marco przytulił swojego przyjaciela i powiedział:
- Młody, dzwoń co najmniej co dwa dni i co najważniejsze dbaj o Jess i odwiedzaj nas często. Będę cholernie tęsknił!
- Ja też stary! - odpowiedział koledze i obaj zaczęli ryczeć. Gdybym nie wiedziała jak wygląda ich sytuacja, pewnie bym się z nich śmiała. Podeszłam do nich i przytuliłam przyjaciół.
- Marco my już musimy iść na odprawę. - powiedziałam i dałam przyjacielowi buziaczka w policzek.
- A tak, oczywiście. Żegnajcie! Pa! - krzyknął Reus, gdy my szliśmy na odprawę.
- Paaaaaa! - odkrzyknęliśmy i machaliśmy w jego stronę. Przeszliśmy przez odprawę i wsiedliśmy do samolotu. Zajęliśmy nasze miejsca. Włączyłam swój telefon i zaczęłam słuchać muzyki. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się dokładnie w każde słowo piosenki. Mario strasznie się wiercił i mamrotał coś przez sen. Usłyszałam tylko słowa takie jak: Bayern, Borussia, Marco, Robert, boję się. Wtedy naprawdę zaczęłam się martwić o Mario. Po 30 minutach wylądowaliśmy na Bawarskim lotnisku. Obudziłam Mario i wyszliśmy z samolotu. Pojechaliśmy do naszego domu taksówką. Przez całą drogę nic nie mówiliśmy. Potrzebowaliśmy ciszy. Gdy weszłam do domu doznałam szoku. Był piękny nowoczesny, królowały tam białe kolory. Nasza sypialnia była fioletowa. Zawsze o takiej marzyłam. Dom był idealny.
- Jutro mam oficjalne przedstawienie mnie, jako zawodnika Bayernu. Pójdziesz ze mną?
- Oczywiście kochanie!
- Boję się.
- Czego?
- Że mnie nie zaakceptują, że nie znajdę z nimi wspólnego języka, że zostanę sam.
- Kochanie wszystko będzie dobrze. Masz mnie, przyjaciół, rodzinę, a zawodnicy Bayernu na pewno cię zaakceptują i polubią.
- Kocham cię!
- Ja ciebie też! - zaczęliśmy się namiętnie całować. Po paru minutach leżeliśmy w nowej sypialni, bez garderoby. Chyba nie muszę opowiadać co działo się dalej. To było nasze pierwsze zbliżenie, nasz pierwszy wspólny raz. Na zawsze w naszych umysłach pozostanie wspomnienie tego pierwszego niezręcznego zbliżenie.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jesteśmy już w Monachium, a nasi bohaterowie
przeżyli wspólnie pierwszą noc.
Chciałabym serdecznie podziękować
Sylwii Reus, to ty zmotywowałaś mnie do
napisania tego rozdziału. Nie sądziła, że ktoś, oprócz
mojej koleżanki, to czyta. A jednak i to jeszcze blogerka,
która pisze świetne opowiadanie o Lewym i Reus' ie,
opowiadanie, które czyta sporo osób.
To dla mnie zaszczyt, że mojego bloga czyta
taka osoba. WIELKIE DZIĘKI! :*
Ups, trochę się rozpisałam!
Jak podobał się rozdział?
KOMENTARZ=MOTYWACJA
/oczami Jess/
Obudziłam się o 6:16, co wcale mnie nie zdziwiło, przecież zasnęłam około godziny 17. Obróciłam się na drugi bok, a moim oczom ukazał się Mario! "Co on tu robi? Co ja robię w sypialni, skoro zasnęłam w salonie? Acha... wszystko jasne, przecież drzwi były otwarte! Idiotka ze mnie! Pewnie dostanie mi się od Mario. O Boże, jak on słodko śpi." Tyle myśli na minutę. W tym momencie zaczęłam po cichutku chichotać. Poszłam do łazienki. Po krótkim prysznicu ubrałam się, umalowałam i zrobiła niechlujnego koka. Poszłam do sypialni, aby zobaczyć, czy Marioś jeszcze sobie śpi. Gdy zauważyłam, że Mario nadal przebywa w Krainie Morfeusza, postanowiłam zrobić śniadanie. Zaszalałam i zrobiłam naleśniki. Gdy skończyłam postanowiłam obudzić Mario, abyśmy mogli zjeść wspólne śniadanie, gdy się obróciłam zobaczyłam Mario opartego o framugę drzwi.
- Cześć słodka! - powiedział i pocałował mnie czule w usta.
- Hej, chodź zjemy, a za godzinkę przyjeżdża do mnie i do ciebie firma przeprowdzkowa.
- Aj rzeczywiście, trochę zaspałem. - odpowiedział. Zjedliśmy śniadanie, a Mario pojechał do swojego domu. Panowie z firmy przeprowadzkowej spakowali moje rzeczy i odjechali. Miałam jeszcze półtorej godziny do odlotu samolotu. Poczytałam trochę. Wtedy pod mój dom podjechał Mario z Reus' em. Wziął moją walizkę i pojechaliśmy na lotnisko. Przez cały czas rozmawialiśmy o przeprowadzce, o naszym nowym życiu. Marco tylko przysłuchiwał się naszej rozmowie i w skupieniu prowadził samochód. Gdy byliśmy już na lotnisku Marco przytulił swojego przyjaciela i powiedział:
- Młody, dzwoń co najmniej co dwa dni i co najważniejsze dbaj o Jess i odwiedzaj nas często. Będę cholernie tęsknił!
- Ja też stary! - odpowiedział koledze i obaj zaczęli ryczeć. Gdybym nie wiedziała jak wygląda ich sytuacja, pewnie bym się z nich śmiała. Podeszłam do nich i przytuliłam przyjaciół.
- Marco my już musimy iść na odprawę. - powiedziałam i dałam przyjacielowi buziaczka w policzek.
- A tak, oczywiście. Żegnajcie! Pa! - krzyknął Reus, gdy my szliśmy na odprawę.
- Paaaaaa! - odkrzyknęliśmy i machaliśmy w jego stronę. Przeszliśmy przez odprawę i wsiedliśmy do samolotu. Zajęliśmy nasze miejsca. Włączyłam swój telefon i zaczęłam słuchać muzyki. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się dokładnie w każde słowo piosenki. Mario strasznie się wiercił i mamrotał coś przez sen. Usłyszałam tylko słowa takie jak: Bayern, Borussia, Marco, Robert, boję się. Wtedy naprawdę zaczęłam się martwić o Mario. Po 30 minutach wylądowaliśmy na Bawarskim lotnisku. Obudziłam Mario i wyszliśmy z samolotu. Pojechaliśmy do naszego domu taksówką. Przez całą drogę nic nie mówiliśmy. Potrzebowaliśmy ciszy. Gdy weszłam do domu doznałam szoku. Był piękny nowoczesny, królowały tam białe kolory. Nasza sypialnia była fioletowa. Zawsze o takiej marzyłam. Dom był idealny.
- Jutro mam oficjalne przedstawienie mnie, jako zawodnika Bayernu. Pójdziesz ze mną?
- Oczywiście kochanie!
- Boję się.
- Czego?
- Że mnie nie zaakceptują, że nie znajdę z nimi wspólnego języka, że zostanę sam.
- Kochanie wszystko będzie dobrze. Masz mnie, przyjaciół, rodzinę, a zawodnicy Bayernu na pewno cię zaakceptują i polubią.
- Kocham cię!
- Ja ciebie też! - zaczęliśmy się namiętnie całować. Po paru minutach leżeliśmy w nowej sypialni, bez garderoby. Chyba nie muszę opowiadać co działo się dalej. To było nasze pierwsze zbliżenie, nasz pierwszy wspólny raz. Na zawsze w naszych umysłach pozostanie wspomnienie tego pierwszego niezręcznego zbliżenie.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jesteśmy już w Monachium, a nasi bohaterowie
przeżyli wspólnie pierwszą noc.
Chciałabym serdecznie podziękować
Sylwii Reus, to ty zmotywowałaś mnie do
napisania tego rozdziału. Nie sądziła, że ktoś, oprócz
mojej koleżanki, to czyta. A jednak i to jeszcze blogerka,
która pisze świetne opowiadanie o Lewym i Reus' ie,
opowiadanie, które czyta sporo osób.
To dla mnie zaszczyt, że mojego bloga czyta
taka osoba. WIELKIE DZIĘKI! :*
Ups, trochę się rozpisałam!
Jak podobał się rozdział?
KOMENTARZ=MOTYWACJA
niedziela, 17 listopada 2013
Rozdział 8
Dwa tygodnie później
Obudziłam się dość wcześnie. Zrobiłam sobie śniadanie, usiadłam przed telewizorem i oglądam jakieś telenowele. Jedząc płatki uświadomiłam sobie, że to już jutro przeprowadzamy się do Bawarii. Potem umyłam się i ubrałam. Włosy rozpuściłam i przejechałam raz rzęsy tuszem. Jednym słowem NUDA! Zaczęłam się powoli pakować. Nie chcę opuszczać Dortmundu, ale muszę to zrobić, dla Mario. Będę tęsknić za Marco, Łukaszem, Kubą, Robertem, za innymi piłkarzami i ich partnerkami, będę nawet tęsknić za Mary. Najpierw spakowałam moje ubrania do walizki, następnie spakowałam moje książki, zdjęcia i dokumenty do osobnych kartonów. Po kilku godzinach ciężkiej pracy opadłam bezsilnie na kanapę i zasnęłam.
/Z punktu widzenia Mario/
Dzisiaj miałem bardzo ciężki dzień. Spakowanie moich rzeczy nie trwało zbyt długo, ponieważ pomagali mi chłopcy z Borussii. Uśmiałem się za wszystkie czasy, będę za nimi tęsknił.
- To co Mario, opuszczasz nas. - powiedział Marco, który był bardzo przybity moim transferem.
- Taaa, niestety. - odpowiedziałem i przytuliłem mojego przyjaciela.
- Ooooo!!! Robimy rodzinnego przytulaska!!! - krzyknęło polskie trio i w tym samym czasie wszyscy się na nas rzucili i zrobiliśmy tego " przytulaska ".
- Będę za wami tęsknił! - powiedziałem, a po moim policzku spłynęła jedna samotna łza.
- A my za tobą!!! - krzyknęli chórem.
- Jedziesz do Monachium razem z Jess? - zapytał mnie Kuba.
- Tak, bardzo źle, to znosi. Zżyła się z wami. - odpowiedziałem smutny. - Chyba do niej pojadę. Nie obrazicie się?
- Nie. Jedź. - powiedział Robert. Pożegnałem się z chłopakami i jak na skrzydłach pojechałem do mieszkania mojej dziewczyny. Zapukałem do drzwi, ale Jesika nie otwierała. Przestraszyłem się nie na żarty. Złapałem za klamkę. Drzwi były otwarte. Jess o tej porze zawsze ma zamknięte drzwi i, to wcale nie dlatego, że jej kazałem, bo się o nią martwię... no może trochę! Wszedłem do środka i od razu udałem się do salonu. Zobaczyłem tam słodko śpiącą na kanapie Jess. Nie mogłem się oprzeć i zrobiłem jej fotkę, która po chwili była moją tapetą na telefonie. Postanowiłem jej nie budzić tylko przenieść ją do sypialni. Wziąłem ją na ręce i po chwili leżała już otulona pościelą w swoim pokoju. Gdy ona tak spała, a ja stałem obok jej łóżka zrozumiałem, że ją kocha. Bo tylko zakochana osoba może o 21.00 patrzeć na ukochaną osóbkę, słodko sobie śpiącą. Położyłem się koło niej i odpłynąłem do Krainy Morfeusza.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej!
Napisałam ten rozdziałam pod nagłym napływem weny.
Trochę takie masło maślane, ale chyba może być.
Za niedługo nasi bohaterowie, będą już w Monachium
i wtedy akcja się zaostrzy. Chłopcy z Bayernu mile powitają
Mario i znajdą ze sobą wspólny język. Znajdzie się jednak też
taka osóbka, która uprzykrzy życie młodej parze. Ale to w innych
rozdziałach. Całuski :*
Obudziłam się dość wcześnie. Zrobiłam sobie śniadanie, usiadłam przed telewizorem i oglądam jakieś telenowele. Jedząc płatki uświadomiłam sobie, że to już jutro przeprowadzamy się do Bawarii. Potem umyłam się i ubrałam. Włosy rozpuściłam i przejechałam raz rzęsy tuszem. Jednym słowem NUDA! Zaczęłam się powoli pakować. Nie chcę opuszczać Dortmundu, ale muszę to zrobić, dla Mario. Będę tęsknić za Marco, Łukaszem, Kubą, Robertem, za innymi piłkarzami i ich partnerkami, będę nawet tęsknić za Mary. Najpierw spakowałam moje ubrania do walizki, następnie spakowałam moje książki, zdjęcia i dokumenty do osobnych kartonów. Po kilku godzinach ciężkiej pracy opadłam bezsilnie na kanapę i zasnęłam.
/Z punktu widzenia Mario/
Dzisiaj miałem bardzo ciężki dzień. Spakowanie moich rzeczy nie trwało zbyt długo, ponieważ pomagali mi chłopcy z Borussii. Uśmiałem się za wszystkie czasy, będę za nimi tęsknił.
- To co Mario, opuszczasz nas. - powiedział Marco, który był bardzo przybity moim transferem.
- Taaa, niestety. - odpowiedziałem i przytuliłem mojego przyjaciela.
- Ooooo!!! Robimy rodzinnego przytulaska!!! - krzyknęło polskie trio i w tym samym czasie wszyscy się na nas rzucili i zrobiliśmy tego " przytulaska ".
- Będę za wami tęsknił! - powiedziałem, a po moim policzku spłynęła jedna samotna łza.
- A my za tobą!!! - krzyknęli chórem.
- Jedziesz do Monachium razem z Jess? - zapytał mnie Kuba.
- Tak, bardzo źle, to znosi. Zżyła się z wami. - odpowiedziałem smutny. - Chyba do niej pojadę. Nie obrazicie się?
- Nie. Jedź. - powiedział Robert. Pożegnałem się z chłopakami i jak na skrzydłach pojechałem do mieszkania mojej dziewczyny. Zapukałem do drzwi, ale Jesika nie otwierała. Przestraszyłem się nie na żarty. Złapałem za klamkę. Drzwi były otwarte. Jess o tej porze zawsze ma zamknięte drzwi i, to wcale nie dlatego, że jej kazałem, bo się o nią martwię... no może trochę! Wszedłem do środka i od razu udałem się do salonu. Zobaczyłem tam słodko śpiącą na kanapie Jess. Nie mogłem się oprzeć i zrobiłem jej fotkę, która po chwili była moją tapetą na telefonie. Postanowiłem jej nie budzić tylko przenieść ją do sypialni. Wziąłem ją na ręce i po chwili leżała już otulona pościelą w swoim pokoju. Gdy ona tak spała, a ja stałem obok jej łóżka zrozumiałem, że ją kocha. Bo tylko zakochana osoba może o 21.00 patrzeć na ukochaną osóbkę, słodko sobie śpiącą. Położyłem się koło niej i odpłynąłem do Krainy Morfeusza.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej!
Napisałam ten rozdziałam pod nagłym napływem weny.
Trochę takie masło maślane, ale chyba może być.
Za niedługo nasi bohaterowie, będą już w Monachium
i wtedy akcja się zaostrzy. Chłopcy z Bayernu mile powitają
Mario i znajdą ze sobą wspólny język. Znajdzie się jednak też
taka osóbka, która uprzykrzy życie młodej parze. Ale to w innych
rozdziałach. Całuski :*
środa, 13 listopada 2013
Rozdział 7
Z dedykacją dla Cathy Goetze, dzięki tobie pojawił się kolejny rozdział! :*
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Następnego dnia obudziłam się dość wcześnie, gdyż poczułam, że ktoś składa pocałunki na moich ustach. Nie powiem było, to przyjemne. Otworzyłam najpierw jedno oko, a potem drugi i zobaczyłam jak zwykle uśmiechniętego Mario.
- Hej kotku. - powiedział delikatnie i zaczął głaskać mnie po policzku.
- Cześć. - powiedziałam, ziewając przy tym.
- Musimy już wracać. - powiedział i cmoknął mnie w policzek.
- Ok. - odpowiedziałam szatynowi. Umyłam się i ubrałam moją fioletową sukienkę. - Gotowa! - kryknęłam i wyszłam z łazienki. Mario siedział na łóżku z laptopem na kolanach i miał kwaśną minę.
- Ok za chwilkę pojedziemy. - powiedział zmieszany.
- Co jest Mario? - zapytałam z troską w głosie.
- Dostałem mail. Spójrz! - zaczęłam czytać tą wiadomość. Po kilku minutach była już przeczytana i przeanalizowana kilka razy. Wynikało z niej, że Borussia chce sprzedać Mario do Bayernu za 37 milionów.
- Co ty na to? - zapytałam.
- Sam nie wiem, może powinienem się zgodzić, skoro Borussia mnie nie chce.
- A co będzie z nami?
- Jak to co? Jedziesz ze mną do Monachium i będziemy szczęśliwi na wieki. Poczekaj, zadzwonię do Jurgena.
- Oki! - odpowiedziałam i wzięłam laptopa Mariosia. Sprawdziłam Facebooka, ale nie miałam żadnych wiadomości, więc wyłączyłam laptopa. Mario już skończył już rozmowę. Nie był zadowolony.
- I co Misiu? - zapytałam.
- Wyjeżdżam do Monachium. Jedziesz ze mną?
- No tak... ale czemu nie chcą cię zostawić w Borussi?
- Problemy finansowe. 37 milionów ulicą nie chodzi.
- Chcą cię za tyle pieniędzy?
- Tak, nieźle co?
- I to jak! Mój mężczyzna jest warty 37 milionów!
- Musimy już jechać. - powiedział i pocałował mnie namiętnie. Po 45 minutach byliśmy u mnie w mieszkaniu.
- Pa kotku, jadę się spakować. - powiedział i dał mi całusa w policzek.
- Ok, też się spakuję. - nie wiem, czy dobrze robię jadąc z Mario do Monachium, ale kocham go i chcę być z nim, na zawsze...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej wszystkim!
Wracam po długiej przerwie!
Rozdziały będą pojawiać się
dwa razy w miesiącu! :)
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Następnego dnia obudziłam się dość wcześnie, gdyż poczułam, że ktoś składa pocałunki na moich ustach. Nie powiem było, to przyjemne. Otworzyłam najpierw jedno oko, a potem drugi i zobaczyłam jak zwykle uśmiechniętego Mario.
- Hej kotku. - powiedział delikatnie i zaczął głaskać mnie po policzku.
- Cześć. - powiedziałam, ziewając przy tym.
- Musimy już wracać. - powiedział i cmoknął mnie w policzek.
- Ok. - odpowiedziałam szatynowi. Umyłam się i ubrałam moją fioletową sukienkę. - Gotowa! - kryknęłam i wyszłam z łazienki. Mario siedział na łóżku z laptopem na kolanach i miał kwaśną minę.
- Ok za chwilkę pojedziemy. - powiedział zmieszany.
- Co jest Mario? - zapytałam z troską w głosie.
- Dostałem mail. Spójrz! - zaczęłam czytać tą wiadomość. Po kilku minutach była już przeczytana i przeanalizowana kilka razy. Wynikało z niej, że Borussia chce sprzedać Mario do Bayernu za 37 milionów.
- Co ty na to? - zapytałam.
- Sam nie wiem, może powinienem się zgodzić, skoro Borussia mnie nie chce.
- A co będzie z nami?
- Jak to co? Jedziesz ze mną do Monachium i będziemy szczęśliwi na wieki. Poczekaj, zadzwonię do Jurgena.
- Oki! - odpowiedziałam i wzięłam laptopa Mariosia. Sprawdziłam Facebooka, ale nie miałam żadnych wiadomości, więc wyłączyłam laptopa. Mario już skończył już rozmowę. Nie był zadowolony.
- I co Misiu? - zapytałam.
- Wyjeżdżam do Monachium. Jedziesz ze mną?
- No tak... ale czemu nie chcą cię zostawić w Borussi?
- Problemy finansowe. 37 milionów ulicą nie chodzi.
- Chcą cię za tyle pieniędzy?
- Tak, nieźle co?
- I to jak! Mój mężczyzna jest warty 37 milionów!
- Musimy już jechać. - powiedział i pocałował mnie namiętnie. Po 45 minutach byliśmy u mnie w mieszkaniu.
- Pa kotku, jadę się spakować. - powiedział i dał mi całusa w policzek.
- Ok, też się spakuję. - nie wiem, czy dobrze robię jadąc z Mario do Monachium, ale kocham go i chcę być z nim, na zawsze...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej wszystkim!
Wracam po długiej przerwie!
Rozdziały będą pojawiać się
dwa razy w miesiącu! :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)