niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział 12

Obudziłam się około godziny 8.00.  W domu był straszny bałagan. Wszędzie walały się jakieś puste puszki po piwie itp. Gdy weszłam do kuchni zobaczyła wszystkie dziewczyny piłkarzy.
- Hej! - powiedziałam uśmiechnięta.
- Cześć. - odpowiedziały szeptem.
- Co to jakaś tajna narada?
- Tak, trzeba chłopaków wkręcić w sprzątanie. - odrzekła Ania Lewandowska.
- Aha, rozumiem. To co robimy? - zapytałam.
- Może małe zakupki. - zaproponowała żona Mueller` a. Wszystkie zgodziłyśmy się. Szybko zjadłam śniadanie i razem z dziewczynami pojechałyśmy do galerii handlowej, zostawiając chłopaków na pastwę losu.

/oczami Mario/
Obudziły mnie promienie letniego słońca. Obróciłem się plecami do natrętnej, żółtej kulki. Nie potrafiłem jednak zasnąć przez ból głowy. Leniwie wygramoliłem się z kanapy i poszedłem do kuchnie, szukając jakiś tabletek. Gdy już je znalazłem, połknąłem jedną i popiłem dużą ilością wody.
- Ciebie też męczy kac morderca? - zapytał blady jak ściana Marco, biorąc z kuchennego blatu butelkę wody.
- Ta, ale widzę, że niektórzy mają gorzej. - powiedziałem i zaśmiałem się, za co dostałem od Marco w łeb. - Czemu nie przyjechałeś z Caro?
- Bo kopnęła mnie centralnie w cztery litery. - powiedział zrezygnowany.
- Zostawiła cię?
- Tak. Jestem singlem i tak pozostanie przez długi czas. Mam dosyć kobiet.
- A Tośka?
- Tośka jest miła, ładna, fajnie byłoby ją zaliczyć, ale nic więcej. - powiedział Marco, a ja popatrzyłem się złowrogo na niego. Nie lubię Tosi, ale to siostra mojej dziewczyny, to prawie jak rodzina, a poza tym znam ją od dzieciństwa. Razem bawiliśmy się w chowanego, berka. Oczywiście zawsze robiliśmy, to we trójkę. Jess, Tosia i ja. - Ale tego nie zrobię, bo to siostra twojej dziewczyny. - dodał, gdy ja skończyłem swoją refleksje.
- Ja nie mam nic przeciwko. Tylko, żeby nie przyjechała kiedyś do nas i nie wyżalała się Jess jakim jesteś dupkiem. - powiedziałem poważnie, a Marco widocznie tego nie wyczuł i zaczął się śmiać. - Co cię tak śmieszy?
- Gadasz jak czterdziestoletni ojciec trójki dzieci. Jess cię zmieniła.
- Taaa. - Reus miał rację. Moja dziewczyna bardzo mnie zmieniła, ale czy na lepsze? Na pewno dla niej, ale czy dla mnie? Na to pytanie jeszcze nie znam odpowiedzi. - A tak w ogóle, to gdzie są dziewczyny?
- Nie wiem. Co to za kartka? - Marco wziął tą kartkę i przeczytał, a następnie oddał mi ją.

" Mario! 
Razem z dziewczynami pojechałyśmy na zakupy i małą wycieczkę po Monachium. Nie wiem kiedy wrócimy, ale chyba popołudniu. Mam nadzieję, że jak wrócimy dom będzie lśnił. Nie mam pojęcia jak, to zrobisz, ale na pewno coś wymyślisz :)
Jess"

Postanowiłem zwołać chłopaków. Piłkarze BvB jako tako się trzymali, czego nie można było powiedzieć o chłopakach z Monachium. Polskie trio się postarało się i doszli do celu. Najgorzej wyglądał Robben, któremu daliśmy przepustkę i mógł pojechać do domu. Zaczęliśmy sprzątanie. Zajęło nam, to dobre kilka godzin. Gdy skończyliśmy, akurat pod nasz dom podjechały dziewczyny. Piłkarze zaczęli się zbierać do domów i  wtedy nadszedł dla mnie i dla Jess najtrudniejszy moment tego dnia. 

/oczami Jess/
Dzień spędziłam bardzo przyjemnie. Byłyśmy na zakupach i pozwiedzałyśmy stolicę Bawarii. Z dziewczynami bawiłam się świetnie. Myślę, że za niedługo, to powtórzymy. Wróciłyśmy do mojego domu i musiałyśmy się pożegnać. Chłopcy z BvB musieli już się zbierać. Z trudem się z nimi pożegnałam. Nie wiem kiedy znów się zobaczymy. Będę za nimi tęskniła. Znów tęskniła...

czwartek, 12 grudnia 2013

Nowy Blog!

Hej!
Już postanowiłam! Nowy blog będzie o Marco, Mitchellu i Dominiku! Trochę mi smutno, że komentarz dodała tylko jedna osoba, ale cóż ja na to poradzę. Na nowym blogu już pojawili się bohaterowie i napisany został prolog!!!

ZAPRASZAM!
http://kasiablo.blogspot.com/p/blog-page.html


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 11 cz.2

- O co w tym wszystkim chodzi? - zapytał się zdziwiony Marco.
-  Mary jest w ciąży. - powiedziałam z trudem powstrzymując swój entuzjazm. Przecież zostanę ciotką, więc mam powody do radości.
- To moje dziecko? - zadał sam sobie pytanie, ale ja jako ta dobra dusza odpowiedziałam na jego pytanie,
- Tak, twoje Mitch.
- Będę ojcem, najlepszym na świecie! - krzyknął uradowany, złapał mnie i zaczął mną kręcić.
- Na pewno! - powiedział Mario, wspierając zarazem kolegę. - Ale zostaw mi dziewczynę, masz swoją.
- Właśnie muszę z nią porozmawiać. - powiedział i poszedł do niej. Rozmawiali, śmiali się, a nawet Mary dostała całusa. Strasznie było mi żal Mortiza. On tak bardzo ją kochał, a ona żywiła uczucia do innego. Nieszczęśliwa miłość, bez wzajemności.
- Mario, a ty mnie kochasz? - zapytałam ledwo powstrzymując łzy, patrząc na tych dwoje.
- Ciebie i tylko ciebie. - powiedział i pocałował mnie. Wtedy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Poszłam wraz z Mario otworzyć drzwi. Mario chwycił drzwi i w tym momencie zobaczyłam moją siostrę.
- Tośka!
- Jess!
- Boże nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęskniłam!
- A ja! - powiedziała i przytuliła mnie najmocniej na świecie - O, cześć Mario!
- Hej! - odpowiedział bez większego entuzjazmu Mario.
- Mam nadzieję, że na tą imprezę zaprosiłeś tego swojego przystojnego przyjaciela. - Tosia zachichotała pod nosem. Wtedy pod nasz dom podjechali kilkoma samochodami zawodnicy FC Bayern.
- Hej Jess! Hej Mario! - powiedzieli chórem.
- Marioś, co ty taki czerwony? - zapytał Robben, a ja spojrzałam na ciemnoczerwoną twarz Goetze` ego i razem z Tosią zaczęłyśmy się śmiać jak głupie. Chłopaki nie pojmując naszego nagłego napadu śmiechu postanowili razem z Mario wejść do salonu.
- Tośka, mogłabyś być dla niego milsza. - powiedziałam, gdy przestałam się śmiać.
- Właśnie. Mogłabym, ale nie muszę!
Impreza trwała w najlepsze. Niektórzy już leżeli w różnych dziwnych miejscach śpiąc. Kuba, Łukasz i Rober postawili sobie za główny cel, upicie wszystkich zawodników Monachium i jak na razie dobrze im to wychodzi. Tośka flirtuje z lekko podpitym Marco. Pewnie zapytać co ja teraz robię. Tańczę z Mario wolnego. Chciałabym, żeby ta chwila nigdy się nie skończył, żeby trwała wieczność, a może jeszcze dzień dłużej.
- Gramy w butelkę! - krzyknął Piszczu i czar prysł. Wszyscy usiedliśmy w kółku. Łukasz kręcił jako pierwszy. Wszyscy piłkarze Borussen modlili się, żeby butelka nie wskazała ich. Tylko Bawarczycy siedzieli spokojnie, nie wiedząc jakie wyzwania zadaje Łuki. Butelka kręciła się i kręciła, aż wreszcie się zatrzymała. Wszyscy wstrzymali oddech. Butelka wypadła na Manuelu.
- To po nim. - powiedział szeptem Mario na co ja się uśmiechnęłam.
- Pytanie czy wyzwanie? - zapytał Łukasz.
- Wyzwanie. - powiedział pewny siebie Manuel. Oj, nie wiedział co czyni.
- Jess macie ketchup i musztardę? - zadał mi pytanie Łukasz.
- A mamy.
- To przynieś. - gdy przyniosłam, to o co prosił mnie Piszczek, Łuki powiedział:
- Posmaruj sobie ketchupem jedną brew, a drugą musztardą.
- Że co?
- To co słyszałeś. - powiedział ze chytrym uśmieszkiem Polak. Neuer wykonał wyzwanie, a my nie omieszkaliśmy zrobić mu sweet foci. Myślę, że jutro wszystkie portale plotkarskie będą o tym dudniły. Graliśmy w butelkę chyba do 2. Ostatnią rzeczą jaką pamiętam, jest to że Mario mocno przytula mnie do siebie, a moje powieki stają się ciężkie i zasypiam.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak podobał się rozdział? Mi osobiście średnio.
Proszę was o to abyście oddawali głosy na osobę,
o której mam pisać następnego bloga.
Naprawdę zależy mi na tym.
Chcę jak najszybciej zacząć pisać nowego bloga!
Papatki i po napisania za niedługo! :*
Jutro mecz Bayern - Man. City, a pojutrze Borussia - Marsylia!
Jakie obstawiacie wyniki?
KOMENTARZ = MOTYWACJA

niedziela, 8 grudnia 2013

Nowy blog!

Hej dziewczyny!
Chciałabym zacząć pisać nowego blog i w związku z tym mam do was pytanie.

O kim ma być nowy blog?

Chciałabym tą decyzję oddać w wasze ręce. Na dole macie listę piłkarzy, o których mogłabym pisać. W komentarzach napiszcie nazwisko piłkarza, o którym chętnie poczytałybyście.

Macie do wyboru niektórych piłkarzy Borussii Dortmund, Bayernu Monachium i Legii Warszawy.


Piłkarze, o których mogłabym pisać bloga:
1 Marco Reus
2 Robert Lewandowski
3 Kuba Błaszczykowski
4 Mitchell Langerak
5 Łukasz Piszczek
6 Manuel Neuer
7 Philipp Lahm
8 Mario Mandžukić
9 Kuba Kosecki
10 Dominik Furman

Możecie też w komentarzach dodawać własne propozycje. Wszystkie z nich rozpatrzę. Jednak najchętniej pisałabym, o którymś z wyżej wymienionych piłkarzy. Mam nadzieję, że pod tym postem pojawią się wasze propozycję i że już za niedługo będę mogła pisać dla was nowego bloga.
Mam nadzieję, że do napisania za niedługo :*. Może nawet na nowym blogu!
 

Rozdział 11 cz.1

Obudziłam się wtulona w kołdrę. Po omacku próbowałam znaleźć moją komórkę. Gdy już ją znalazłam zobaczyłam, że jest już grubo po 11. Jak mogłam tak długo spać? Postanowiłam zjeść śniadanie. Wyszłam z pokoju i zeszłam ze schodów, a tam poczułam zapach jajecznicy.
- Nareszcie obudziła się moja księżniczka. - powiedział i postawił talerze ciepłego posiłku na stole.
- No niestety, ale mój książę z bajki nie pofatygował i nie przyszedł obudzić wcześniej.
- dostałam od Mario buziaka i zaczęliśmy zajadać nasz posiłek.
- Pamiętasz o dzisiejszej imprezie? - zapytał.
- Na śmierć o tym zapomniałam.
- Nie martw się wszystko załatwiłem. Zaprosiłem chłopaków, kupiłem jedzenie i ...
- Alkohol! - dokończyłam jego wypowiedź i zaczęliśmy się śmiać.
- Mam dla ciebie niespodziankę.
- A jaką?
- Zobaczysz później.
- No dobrze, a zaprosiłeś Tosię?
- Tak, ale to tylko i wyłącznie dla ciebie.
Mario pojechał do klubu podpisać jeszcze kilka papierów, a ja w tym czasie postanowiłam wziąć długą kąpiel z bąbelkami. Ubrałam szlafrok i wysuszyłam włosy. Usiadłam na kanapie i włączyłam laptopa. Weszłam na facebook`a. Miałam jedną wiadomość od przyjaciółki. Pytała co tam u mnie i u Mariosia, szybko odpisałam i w tym momencie do salonu wszedł Mario. Dał mi całusa i poprosił mnie o szklankę wody. Weszłam na korytarz, a tam usłyszałam:
- Niespodzianka! - rozejrzałam się po pokoju.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaa! - zabrzmiał mój donośny głos. Moim oczom ukazali się wszyscy piłkarze BvB. Pobiegli w moją stronę i przytulili mnie. - O Boże, jak ja za wami tęskniłam.
- To tylko dwa dni piękna. - powiedział Marco i przytulił mnie mocno.
- Bez was te dwa dni, to wieczność. - w kącie stali trzej mężczyźni. Podeszli do mnie i przywitali się.
- Cześć, ja jestem Henrich, to jest Sokratis, a to Pierre. - powiedział brunet.
- Hej, Jess. - uścisnęliśmy sobie dłonie. - Mary! - krzyknęłam, gdy zauważyłam koleżankę.
- Jesika, możemy porozmawiać? - powiedziała z ponurą miną Marysia.
- Oczywiście kochana. Chodźmy do sypialni i tak muszę się przebrać. - weszłyśmy do pokoju. Zaczęłam szukać jakiś ciuchów.
- Jess, wszystko się wali! - powiedziała i zaczęła płakać. Skończyłam zakładać moją sukienkę i podeszłam do niej.
- Mary, co się dzieje?
- Jestem w ciąży! - jej łzy lały się jak jesienny deszcz, a ja nie wiedziałam jak mam ją pocieszyć.
- Który to tydzień?
- Trzeci! - wtedy dotarło do mnie, że to nie może być dziecko Mortiza.
- Czyje, to dziecko, bo chyba nie Mo?
-  Nie, to nie dziecko Mortiza, my nie spaliśmy jeszcze ze sobą.
- A wtedy na imprezie?
- Odwiózł mnie do domu i tyle.
- To skoro to nie jego dziecko to jest ono...
- Mitch`a.
- Drugiego bramkarza Borussii?
- Tak. Mieliśmy przelotny romans.
- Musisz im o tym powiedzieć. - powiedziałam ocierający jej łzy.
- Ale, ale - łkała smutno - ja się boję.
- Nie masz czego, obiecuję ci, że będę przy tobie. - Mary uspokoiła się, poprawiła makijaż i zeszła razem ze mną na parter. Mario pocałował mnie, a ja spojrzałam wyczekująco na Marysie, która już razem z Mortiz` em opuszczała nasz salon. Dołączyłam się do rozmowy Ani Lewandowskiej i Agaty Błaszczykowskiej, które zacięcie dyskutowały o najmodniejszych butach. Według Anki fur rolę robię
w tym sezonie miętowe szpilki, a według Agatki czarne balerinki. Właściwie nie słuchałam ich rozmowy, tylko myślałam o Mary.
- A tobie Jess, które buty podobają się najbardziej? - zapytała się mnie Ania, a ja potrząsnęłam głową i spojrzałam na nie pytające.
- Nad czym tak myślisz? - zadała mi pytanie Błaszczykowska.
- O niczym ważnym. - powiedziałam nadal bujając w obłokach. Nagle usłyszałyśmy straszny krzyk, a w drzwiach do salonu stał wściekły Leitner.
- Ty idioto, już nie żyjesz! - krzyknął rozzłoszczony piłkarz i rzucił się na Langeraka. - Jak mogłeś jej, to zrobić?!
- O co ci chodzi?! Zabierzcie go ode mnie! - wrzeszczał Mitch, a Mary przytuliła się do mnie.
- Mario, zrób coś z nimi. - powiedziałam głaszcząc Mary po włosach. Marco i Mario rozdzielili mężczyzn i zabrali ich na "słówko". Mary zaczęła nerwowa poruszać palcami, a goście jakby nigdy nic się nie stało, wrócili do rozmowy. Agata i Ania zajmowały się Marysią, a ja poszłam do chłopaków.
- Mo! - zwróciłam się do chłopaka - Po co to zrobiłeś?
- Bo ją dalej kocham. - powiedział i spojrzał na Langeraka - a ona mnie nie.
- Jak to? - wtrącił się zdezorientowany Mario.
- Ona kocha tego dziecioroba. - powiedział Mo i wyszedł z naszej posesji.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej!
Postanowiłam ten rozdział podzielić na dwie części, bo
wyszedł ciut przydługawy. Dzięki za komentarz Juliana!  ;*
Naprawdę mnie zmotywowałaś, bo nie miałam ochoty pisać
tego rozdziału.

KOMENTARZ = MOTYWACJA                    

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 10

/ Godzina 15:00 /
- Kochanie spóźnimy się! - krzyknął Mario, a ja w tej chwili zeszłam ze schodów. Podeszłam do niego, dałam mu buziaka i powiedziałam:
- Nie denerwuj się tak, bo złość piękności szkodzi, a tobie jej niewiele zostało. - uśmiechnęłam się pod nosem, widząc jego minę. Ubrałam moje ulubione szpilki i czekałam na Mario, który ubierał się bardzo wolno, chyba dlatego, że był na mnie fochnięty. Wsiedliśmy do samochodu, a Mario nawet nie drgnął.
- Mario! Nie bądź na mnie zły, to było tylko dla żartów!
- No dobrze słoneczko, ale pod jednym warunkiem!
- Jakim?
- Powtórzymy, to co robiliśmy w nocy. - powiedziawszy, to uniósł zalotnie brwi i uśmiechnął się zawadiacko.
- Idiota! - powiedziałam i uśmiechnęłam się. On był niesamowity. Potrafił mnie wyprowadzić z równowagi, a po chwili już na mojej twarzy gościł uśmiech z jego powodu.
- Ale twój! - przerwał moje myśli.
- Tośka dzwoniła. - powiedziałam po chwili. Tosia, to moja o dwa lata młodsza siostra. Miałyśmy zawsze dobry kontakt i w trudnych momentach potrafiłyśmy się wspierać.
- Co chciała? - zapytał Mario. Moja kochana siostrzyczka kiedyś startowała do Marco, czym wzbudziła nie małą nienawiść u Mario.
- Pytała co u mnie i takie tam, a i jeszcze zapraszała nas do niej na parapetówkę.
- Wyprowadziła się od rodziców?
- Tak, bodaj tydzień temu. Mieszka teraz w centrum Monachium, więc będziemy się często widywać. - powiedziałam i spojrzałam na Mario, który ze złości zaczął się czerwienić. - Spokojnie ty nie musisz. - dodałam i cmoknęłam go w policzek.
- To już tu. - powiedział i wyszliśmy z auta. Stadion był bardzo ładny i nowoczesny. Byłam tutaj kiedyś z tatą na meczu. Weszliśmy do środka. Pokonaliśmy kilkanaście schodków i weszliśmy do pewnego pokoju. To tutaj Mario miał zostać oficjalnie ogłoszony zawodnikiem Bayernu. Na sali byli już zawodnicy, sztab szkoleniowy i medyczny oraz kilku dziennikarzy. Mario podszedł do prezesa klubu. Podążyłam za nim. Mario przedstawił mnie miłemu, starszemu panu. Potem zaczęto tą całą wielką "ceremonie".
Powiedzieli kilka zdań o nowym nabytku, mówili jak to się cieszą, że będzie u nich grać itd. Potem nadszedł czas na pytania do Mariosia.
- Czemu odszedł Pan do Bayernu, przecież w Borussii miał Pan miejsce w pierwszym składzie, a pensja do najmniejszych nie należała. Jest Pan wychowankiem Dortmundu. Nie ma Pan wyrzutów sumienia, że opuścił Pan swój macierzysty klub i odszedł do jego największego wroga? - gdy usłyszałam, to pytanie zagotowało się we mnie, miałam ochotę przywalić temu dziennikarzynie.
- A jeżeli Pan miałby wybór pisać do The Times, albo dalej do regionalnej gazetki, to co by Pan wybrał? - odpowiedział Mario ze uśmiechem na twarzy.
- The Times. - odrzekł zmieszany dziennikarz.
- Borussia, to wielki i wspaniały klub, ale nie mogę tam wiecznie grać, muszę iść dalej. Nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Może przekona się Pan o tym za niedługo. - powiedział Mario, mając na myśli, to że do transferu został zmuszony. Od tego pytania dziennikarze nawet nie wypowiedzieli słów Borussia i transfer. Pytali głównie o oczekiwania i plan gry Mariosia. Po skończonym wywiadzie do mojego chłopaka podeszli jego nowi koledzy z drużyny. Postanowiłam podejść do nich i się przedstawić.
- Hej! Jestem Jess, dziewczyna Mario. - powiedziałam, a chłopcy zaczęli się przedstawiać. Większość z tych mężczyzn znałam, a o niektórych nie miałam pojęcia.
- To może jutro zorganizujemy parapetówkę? - zapytał się mnie Mario.
- Ok.
- Naprawdę?
- Czemu nie! - powiedziałam i dałam mu całusa. Chłopcy patrzeli na nas jak przysłowiowa sroka w gnat i uśmiechali się.
- Zakochańce! - powiedział Philipp Lahm. Dostał za, to od Neuer` a kuksańca. Pożegnaliśmy się z chłopakami i pojechaliśmy do domu. Zmyłam makijaż, wzięłam zimny prysznic i założyłam piżamę.
Weszłam do sypialni, aby oznajmić chłopakowi, że może już skorzystać z łazienki. Gdy weszłam do pokoju, zauważyłam słodko śpiącego Mario. Uśmiechnęłam się tylko i poszłam w jego ślad.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, to już dziesiąty rozdział! Mały jubileusz!
W następnym rozdziale, to opijemy.
Mam tu na myśli parapetówkę!
Dzięki, że jesteście ze mną i wytrzymaliście
te dziesięć rozdziałów. Proszę was o więcej komentarzy.
One naprawdę dają tego przysłowiowego kopa.
Nie mogę teraz po nocach spać, bo myślę już o następnych
rozdziałach, a mój blog komentują dopiero dwie osoby.
Boję się co się stanie jeśli, ta liczba się powiększy.
Poświęcam na tego bloga naprawdę dużo czasu.
Nie mówię tutaj o pisaniu, ale o obmyślaniu rozdziałów.
Czasem pomysł przychodzi mi do głowy w połowie lekcji
(najczęściej biologii) i nie umiem się skupić.
Bardzo Wam dziękuję, Drogie Czytelniczki!
Do napisania! =)

KOMENTARZ = MOTYWACJA

środa, 20 listopada 2013

Rozdział 9

 Rozdział z dedykacją dla Sylwii Reus! Mam nadzieję, że to czytasz!

/oczami Jess/

Obudziłam się o 6:16, co wcale mnie nie zdziwiło, przecież zasnęłam około godziny 17. Obróciłam się na drugi bok, a moim oczom ukazał się Mario! "Co on tu robi? Co ja robię w sypialni, skoro zasnęłam w salonie? Acha... wszystko jasne, przecież drzwi były otwarte! Idiotka ze mnie! Pewnie dostanie mi się od Mario. O Boże, jak on  słodko śpi." Tyle myśli na minutę. W tym momencie zaczęłam po cichutku chichotać. Poszłam do łazienki. Po krótkim prysznicu ubrałam się, umalowałam i zrobiła niechlujnego koka. Poszłam do sypialni, aby zobaczyć, czy Marioś jeszcze sobie śpi. Gdy zauważyłam, że Mario nadal przebywa w Krainie Morfeusza, postanowiłam zrobić śniadanie. Zaszalałam i zrobiłam naleśniki. Gdy skończyłam postanowiłam obudzić Mario, abyśmy mogli zjeść wspólne śniadanie, gdy się obróciłam zobaczyłam Mario opartego o framugę drzwi.
- Cześć słodka!  - powiedział i pocałował mnie czule w usta.
- Hej, chodź zjemy, a za godzinkę przyjeżdża do mnie i do ciebie firma przeprowdzkowa.
- Aj rzeczywiście, trochę zaspałem. - odpowiedział. Zjedliśmy śniadanie, a Mario pojechał do swojego domu. Panowie z firmy przeprowadzkowej spakowali moje rzeczy i odjechali. Miałam jeszcze półtorej godziny do odlotu samolotu. Poczytałam trochę. Wtedy pod mój dom podjechał Mario z Reus' em. Wziął moją walizkę i pojechaliśmy na lotnisko. Przez cały czas rozmawialiśmy o przeprowadzce, o naszym nowym życiu. Marco tylko przysłuchiwał się naszej rozmowie i w skupieniu prowadził samochód. Gdy byliśmy już na lotnisku Marco przytulił swojego przyjaciela i powiedział:
- Młody, dzwoń co najmniej co dwa dni i co najważniejsze dbaj o Jess i odwiedzaj nas często. Będę cholernie tęsknił!
- Ja też stary! - odpowiedział koledze i obaj zaczęli ryczeć. Gdybym nie wiedziała jak wygląda ich sytuacja, pewnie bym się z nich śmiała. Podeszłam do nich i przytuliłam przyjaciół.
- Marco my już musimy iść na odprawę. - powiedziałam i dałam przyjacielowi buziaczka w policzek.
- A tak, oczywiście. Żegnajcie! Pa! - krzyknął Reus, gdy my szliśmy na odprawę.
- Paaaaaa! - odkrzyknęliśmy i machaliśmy w jego stronę. Przeszliśmy przez odprawę i wsiedliśmy do samolotu. Zajęliśmy nasze miejsca. Włączyłam swój telefon i zaczęłam słuchać muzyki. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się dokładnie w każde słowo piosenki. Mario strasznie się wiercił i mamrotał coś przez sen. Usłyszałam tylko słowa takie jak: Bayern, Borussia, Marco, Robert, boję się. Wtedy naprawdę zaczęłam się martwić o Mario. Po 30 minutach wylądowaliśmy na Bawarskim lotnisku. Obudziłam Mario i wyszliśmy z samolotu. Pojechaliśmy do naszego domu taksówką. Przez całą drogę nic nie mówiliśmy. Potrzebowaliśmy ciszy. Gdy weszłam do domu doznałam szoku. Był piękny nowoczesny, królowały tam białe kolory. Nasza sypialnia była fioletowa. Zawsze o takiej marzyłam. Dom był idealny.
- Jutro mam oficjalne przedstawienie mnie, jako zawodnika Bayernu. Pójdziesz ze mną?
- Oczywiście kochanie!
- Boję się.
- Czego?
- Że mnie nie zaakceptują, że nie znajdę z nimi wspólnego języka, że zostanę sam.
- Kochanie wszystko będzie dobrze. Masz mnie, przyjaciół, rodzinę, a zawodnicy Bayernu na pewno cię zaakceptują i polubią.
- Kocham cię!
- Ja ciebie też! - zaczęliśmy się namiętnie całować. Po paru minutach leżeliśmy w nowej sypialni, bez garderoby. Chyba nie muszę opowiadać co działo się dalej. To było nasze pierwsze zbliżenie, nasz pierwszy wspólny raz. Na zawsze w naszych umysłach pozostanie wspomnienie tego pierwszego niezręcznego zbliżenie.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jesteśmy już w Monachium, a nasi bohaterowie
przeżyli wspólnie pierwszą noc.
Chciałabym serdecznie podziękować
Sylwii Reus, to ty zmotywowałaś mnie do
napisania tego rozdziału. Nie sądziła, że ktoś, oprócz
mojej koleżanki, to czyta. A jednak i to jeszcze blogerka,
która pisze świetne opowiadanie o Lewym i Reus' ie,
opowiadanie, które czyta sporo osób.
To dla mnie zaszczyt, że mojego bloga czyta
taka osoba. WIELKIE DZIĘKI! :*
Ups, trochę się rozpisałam!
Jak podobał się rozdział?

KOMENTARZ=MOTYWACJA

niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 8

Dwa tygodnie później

Obudziłam się dość wcześnie. Zrobiłam sobie śniadanie, usiadłam przed telewizorem i oglądam jakieś telenowele. Jedząc płatki uświadomiłam sobie, że to już jutro przeprowadzamy się do Bawarii. Potem umyłam się i ubrałam. Włosy rozpuściłam i przejechałam raz rzęsy tuszem. Jednym słowem NUDA! Zaczęłam się powoli pakować. Nie chcę opuszczać Dortmundu, ale muszę to zrobić, dla Mario. Będę tęsknić za Marco, Łukaszem, Kubą, Robertem, za innymi piłkarzami i ich partnerkami, będę nawet tęsknić za Mary. Najpierw spakowałam moje ubrania do walizki, następnie spakowałam moje książki, zdjęcia i dokumenty do osobnych kartonów. Po kilku godzinach ciężkiej pracy opadłam bezsilnie na kanapę i zasnęłam.

/Z punktu widzenia Mario/

Dzisiaj miałem bardzo ciężki dzień. Spakowanie moich rzeczy nie trwało zbyt długo, ponieważ pomagali mi chłopcy z Borussii. Uśmiałem się za wszystkie czasy, będę za nimi tęsknił.
- To co Mario, opuszczasz nas. - powiedział Marco, który był bardzo przybity moim transferem.
- Taaa, niestety. - odpowiedziałem i przytuliłem mojego przyjaciela.
- Ooooo!!! Robimy rodzinnego przytulaska!!! - krzyknęło polskie trio i w tym samym czasie wszyscy się na nas rzucili i zrobiliśmy tego " przytulaska ".
- Będę za wami tęsknił!  - powiedziałem, a po moim policzku spłynęła jedna samotna łza.
- A my za tobą!!! - krzyknęli chórem.
- Jedziesz do Monachium razem z Jess? - zapytał mnie Kuba.
- Tak, bardzo źle, to znosi. Zżyła się z wami. - odpowiedziałem smutny. - Chyba do niej pojadę. Nie obrazicie się?
- Nie. Jedź. - powiedział Robert. Pożegnałem się z chłopakami i jak na skrzydłach pojechałem do mieszkania mojej dziewczyny. Zapukałem do drzwi, ale Jesika nie otwierała. Przestraszyłem się nie na żarty. Złapałem za klamkę. Drzwi były otwarte. Jess o tej porze zawsze ma zamknięte drzwi i, to wcale nie dlatego, że jej kazałem, bo się o nią martwię... no może trochę! Wszedłem do środka i od razu udałem się do salonu. Zobaczyłem tam słodko śpiącą na kanapie Jess. Nie mogłem się oprzeć i zrobiłem jej fotkę, która po chwili była moją tapetą na telefonie. Postanowiłem jej nie budzić tylko przenieść ją do sypialni. Wziąłem ją na ręce i po chwili leżała już otulona pościelą w swoim pokoju. Gdy ona tak spała, a ja stałem obok jej łóżka zrozumiałem, że ją kocha. Bo tylko zakochana osoba może o 21.00 patrzeć na ukochaną osóbkę, słodko sobie śpiącą. Położyłem się koło niej i odpłynąłem do Krainy Morfeusza.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej!
Napisałam ten rozdziałam pod nagłym napływem weny.
Trochę takie masło maślane, ale chyba może być.
Za niedługo nasi bohaterowie, będą już w Monachium
i wtedy akcja się zaostrzy. Chłopcy z Bayernu mile powitają
Mario i znajdą ze sobą wspólny język. Znajdzie się jednak też
taka osóbka, która uprzykrzy życie młodej parze. Ale to w innych
rozdziałach. Całuski :*

środa, 13 listopada 2013

Rozdział 7

Z dedykacją dla Cathy Goetze, dzięki tobie pojawił się kolejny rozdział! :*
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Następnego dnia obudziłam się dość wcześnie, gdyż poczułam, że ktoś składa pocałunki na moich ustach. Nie powiem było, to przyjemne. Otworzyłam najpierw jedno oko, a potem drugi i zobaczyłam jak zwykle uśmiechniętego Mario.
- Hej kotku. - powiedział delikatnie i zaczął głaskać mnie po policzku.
- Cześć. - powiedziałam, ziewając przy tym.
- Musimy już wracać. - powiedział i cmoknął mnie w policzek.
- Ok. - odpowiedziałam szatynowi. Umyłam się i ubrałam moją fioletową sukienkę. - Gotowa! - kryknęłam i wyszłam z łazienki. Mario siedział na łóżku z laptopem na kolanach i miał kwaśną minę.
- Ok za chwilkę pojedziemy. - powiedział zmieszany.
- Co jest Mario? - zapytałam z troską w głosie.
- Dostałem mail. Spójrz! - zaczęłam czytać tą wiadomość. Po kilku minutach była już przeczytana i przeanalizowana kilka razy. Wynikało z niej, że Borussia chce sprzedać Mario do Bayernu za 37 milionów.
- Co ty na to? - zapytałam.
- Sam nie wiem, może powinienem się zgodzić, skoro Borussia mnie nie chce.
- A co będzie z nami?
- Jak to co? Jedziesz ze mną do Monachium i będziemy szczęśliwi na wieki. Poczekaj, zadzwonię do Jurgena.
- Oki! - odpowiedziałam i wzięłam laptopa Mariosia. Sprawdziłam Facebooka, ale nie miałam żadnych wiadomości, więc wyłączyłam laptopa. Mario już skończył już rozmowę. Nie był zadowolony.
- I co Misiu? - zapytałam.
- Wyjeżdżam do Monachium. Jedziesz ze mną?
- No tak... ale czemu nie chcą cię zostawić w Borussi?
- Problemy finansowe. 37 milionów ulicą nie chodzi.
- Chcą cię za tyle pieniędzy?
- Tak, nieźle co?
- I to jak! Mój mężczyzna jest warty 37 milionów!
- Musimy już jechać. - powiedział i pocałował mnie namiętnie. Po 45 minutach byliśmy u mnie w mieszkaniu.
- Pa kotku, jadę się spakować. - powiedział i dał mi całusa w policzek.
- Ok, też się spakuję. - nie wiem, czy dobrze robię jadąc z Mario do Monachium, ale kocham go i chcę być z nim, na zawsze...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej wszystkim!
Wracam po długiej przerwie!
Rozdziały będą pojawiać się
dwa razy w miesiącu! :)

sobota, 5 października 2013

Rozdział 6

Obudził mnie o 9.43 mój telefon. Dostałam smsa, miałam ochotę zabić tą osobę, które przerwała mój sen, jednak szybko zmieniłam zdanie. Nadawcą był Mario.

                           " Jak się spało? Mam nadzieję, że dobrze, bo ja nie spałem.
Całą noc myślałem o tobie, o nas. Spotkamy się wieczorem?
Mario ;* "

O, jaki on słodki. Zabrałam się za odpisywanie.
                           
                             "  Hej! Spało mi się świetnie. Wieczorem nie mam nic ciekawego
                              do roboty. Powiedz tylko o której godzinie i gdzie. Buziaczki ;** "

Odpisałam przyjacielowi, a właściwie chłopakowi na smska. Poszłam zjeść śniadanie, postawiłam na płatki. Następnie umyłam się, ubrałam, pomalowałam i uczesałam. Gdy skończyłam, to robić przypomniało mi się, że Mario miał mi odpisać. Sięgnęłam więc po telefon. Nie myliłam się. Mario napisał mi tylko, że przyjedzie po mnie o 19:00, nie podał miejsca. Napisał, że to niespodzianka. Na zegarze widniała godzina 11:46. Postanowiłam poczytać trochę książkę. Wzięłam więc do ręki "Igrzyska śmierci". O 15:00 zaczęłam się szykować do wyjścia. Wzięłam długą, relaksującą kąpiel. Ubrałam moją ulubioną fioletową sukienkę i miętowe szpilki, a do tego jeszcze czarną marynarkę. Umalowałam się i zrobiłam moją ulubioną fryzurę, czyli kłosa. Gdy byłam już gotowa zerknęłam na zegarek, była 18:55. Poczekałam więc jeszcze te 5 minut, gdy minął ten czas usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. W drzwiach stał Mario z bukietem herbacianych róż. Uwielbiam te kwiaty.
- Cześć kochanie. - powiedział i pocałował mnie tak namiętnie, jakbyśmy nie widzieli się co najmniej kilka miesięcy.
- Cześć przystojniaku. - odpowiedziałam i odwzajemniłam pocałunek.
Chwycił mnie za rękę i zaprowadził do swojego samochodu. Jak przystało na dżentelmena otworzył mi drzwi do jego auta, a dopiero po tym sam zajął miejsce kierowcy.
- To gdzie jedziemy? - zapytałam zaciekawiona.
- To niespodzianka. - rzekł i uśmiechnął się.
- Ale kochanie...
- Nie ma żadnego "ale".
- No dobrze ty mój romantyku. - odpowiedziałam z nutką nadziei w głosie, ale chłopak był nie ugięty. Jechaliśmy jeszcze pół godziny w całkowitej ciszy.
- Jesteśmy na miejscu. - odpowiedział.
- WOW! - tylko to potrafiłam wypowiedzieć. Byliśmy nad jakimś jeziorkiem, pięknym jeziorkiem. Na plaży był stół, a na stole same pyszności.
- Cieszę się, że ci się podoba. - powiedział zadowolony z siebie. Zaczęliśmy jeść kolacje. Była przepyszna. Gdy skończyliśmy wstałam od stołu i usiadłam na nogach szatyna.
- Mario? - wyszeptałam mu do ucha.
- Tak? - zapytał po cichutku chłopak.
- Kocham cię. - powiedział i cmoknęłam go w usta.
- Ja ciebie też. - odpowiedział mi i przytulił. Nagle, jakby znikąd zaczął padać deszcz. Zaczęliśmy się śmiać. Mario wziął mnie na ręce i zaczął gdzieś biec, ale nie do samochodu. Po jakimś czasie zauważyłam wielki budynek. Jak się okazało był, to hotel. Mario podszedł do recepcjonistki, a ja w tym czasie uważnie przyglądałam się wnętrzu. Po nie określonym czasie podszedł do mnie Marioś. Poszliśmy na drugie piętro, bo na nim mieliśmy pokój. Gdy już byliśmy w pokoju postanowiłam, że się umyję. Zrobiłam więc to, ale zapomniałam, że nie mam tu żadnych ciuchów. Wyszłam z łazienki w samym ręczniku. Mario gdy mnie zobaczył uśmiechnął się.
- Co taki szczęśliwy? - zapytałam, udając obrażoną. Odwróciłam się dalej grając zezłoszczoną.
- Bo mam taką cudowną dziewczynę. - powiedział, a ja poczułam jego ręce na moich biodrach. Uśmiechnęłam się i obróciłam się w stronę chłopaka.
- Ja też jestem szczęśliwa. - powiedziałam i wtuliłam się w jego tors.
- Dam ci koszulkę. - powiedział i wręczył mi świeżutką koszulę. Chyba od początku miał zaplanowany pobyt w tym hotelu. Potem on poszedł się umyć. Po 10 minutach wrócił i był w samych bokserkach. Widywałam go tak ubranego często, ale dopiero teraz zwracam na to uwagę.
- Może obejrzymy jakiś film? - zapytał.
- Ok. - odpowiedziałam.
Włączyliśmy telewizor. Akurat leciała jakaś kiepska komedia romantyczna. Szybko usnełam wtulona w Mario.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to mamy szósteczkę!Podobał się rozdział?
Mi osobiście tak. Niech się nacieszą sobą. <3    

niedziela, 29 września 2013

Rozdział 5

Obudziłam się o 8:34. Wykonałam te wszystkie nudne i nużące rzeczy. Zastanawiałam się co bym mogła dzisiaj zrobić, gdy zadzwonił telefon. Odebrałam więc połączenie.

/Rozmowa telefoniczna/

- Hej! - rozbrzmiał znajomy głos w telefonie. Tak dobrze go znałam. Każdego wieczoru, to on huczał mi w głowie.
- Hej! - odpowiedziałam zadowolona. Dzwonił oczywiście Marioś.
- Chciałabyś może dzisiaj pozwiedzać Dortmund? - zapytał.
- Oczywiście, że chcę marzę o tym od momentu, w którym dowiedziałam się, że zamieszkam w Dortmundzie! - krzyknęłam do słuchawki.
- Ok Misia! Za 10 minut będę po ciebie. - powiedział o wiele spokojniej niż ja Mario. Cały dzień spędzę z nim. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo za nim tęskniłam. Postanowiłam wziąć plecak i spakować do niego ważne rzeczy i wodę, bo było strasznie ciepło. Kiedy skończyłam, to robić pod mój dom podjechała Mario. Założyła w try migach trampki. Gdy byłam już na podwórzu, Mario wyszedł ze swojego cacka i przywitał się ze mną. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Przez całą drogę Mario opowiadał mi jaki piękny jest Dortmund i ile ma ciekawych zabytków, muzeów i teatrów, a ja zamiast wsłuchiwać się w słowa przyjaciela, patrzyłam na jego piękne brązowe oczy. Po jakiś 10 minutach byliśmy na miejscu. Mario pokazał mi chyba cały Dortmund. Rzeczywiście jest piękny, przepiękny. Najważniejszy budynek w Dortmundzie zostawił na koniec. Po pół godzinie jazdy byliśmy pod dortmundzkim stadionem. Był on spełnieniem moich marzeń. Zawsze mówił rodzicom, że kiedyś stanę na tym stadionie jako zawodniczka damskiej drużyny w piłce nożnej z Dortmundu. Moje marzenie się nie spełniło, ale przy najmniej tutaj jestem.
- Chodź! - krzyknął Goetze, przy czym przerwał moje myśli. Podeszłam do niego. Goetze pokazał mi nawet najmniejszy zakamarek stadionu. Gdy byłam tu pierwszy raz, czyli w czasie meczu, wyglądał on zupełnie inaczej. Po prostu było tu wtedy ciaśniej i można było poczuć tą atmosferę kibiców. Teraz wyglądał nadzwyczajnie w świecie. Goetze zaprowadził mnie na murawę, zrobił to po raz drugi w tym tygodniu. Zaczerpnęłam powietrza głęboko w płuca. "Tu jest tak pięknie" pomyślałam.
- Zagramy? - zapytał mnie Goetze.
- Oczywiście. Nikogo nie ogrywam z tak wielką satysfakcją. - odpowiedziałam mu i uśmiechałam się zadziornie.
- Miło mi. - powiedział nonszalancko, zaczęliśmy się śmiać.
- Ok dość! - powiedziałam, gdy zdołałam stłumić śmiech - to gramy, czy nie? - zapytałam Mario, ale przecież i tak dobrze znałam odpowiedź.
- Gramy, ale chyba nie w tych ciuchach - powiedział, a ja zmierzyła go wzrokiem, a potem jeszcze siebie.
- Wiesz co?
- Co?
- Masz racje Marioś. - powiedziałam i uśmiechnęłam się najlepiej jak umiałam, a on odwzajemnił uśmiech.
- Poczekaj - powiedział i wszedł do tunelu. Czekałam na niego 10 minut. Po tym czasie przyszedł do mnie uśmiechnięty od ucha do uch. Był przebrany w swój klubowy strój. - Masz - powiedział i podał mi czarno - żółty strój. Z tyłu był napis " Goetze ".
- To gdzie mam się przebrać? - zapytałam i to był mój błąd.
- A nie możesz tutaj? - zapytał mnie jakby to było takie oczywiste.
- Nie!
- Ale dlaczego? - zapytał i uśmiechnął się zadziornie.
- A jak ktoś tu wejdzie, a po za tym ty tu jesteś. - powiedziałam, a wręcz wydarłam się na niego.
- Spokojnie w niedziele nikt tu nie przychodzi chyba, że gramy mecz, a ja już widziałem cię w stroju kąpielowym, więc nie masz się o co martwić - odpowiedział mi.
- No ok, ale obróć się i nie podglądaj! - powiedziałam stanowczo.
- Obiecuję - powiedział trzymając rękę na sercu. Szybko się przebrałam. Nie podglądał, na szczęście.
Zaczęliśmy rozgrzewkę, bieganie, ćwiczenia rozciągające itp. Potem zaczęliśmy wykonywać rzuty wolne. Zremisowaliśmy 3:3, mieliśmy 5 prób, gdy jedna osoba strzelała, druga stała na bramce. Poprawił swoją taktykę w ciągu tych kilku lat, co ja mówię przecież on jest piłkarzem, on musi dobrze grać. Stwierdziliśmy, że nie mamy już siły na rewanż. Zaczęliśmy więc gadać.
- Mario, a tęskniłeś za mną? - zapytałam.
- Bardzo, byłaś zawsze dla mnie bliską osobą. - odpowiedział, a ja poczułam motylki w brzuchu, zaczął się do mnie przybliżać. Dzieliły nas już tylko centymetry i wtedy stało się, on mnie pocałował. POCAŁOWAŁ MNIE!!! Robił to świetnie, najpierw delikatnie, z czasem namiętniej i zachłanniej. Było mi tak dobrze w jego ramionach, ja go po prostu kochałam, zawsze go kochałam.
- Ty dla mnie też. - szepnęłam mu do ucha, gdy przestał mnie całować. On uśmiechnął się do mnie i przytulił mnie mocniej. Potem odwiózł mnie do domu. Przez całą drogę milczeliśmy, musieliśmy wszystko sobie poukładać. Gdy byłam już w domu zjadłam kolacje, umyłam się, pogadałam z mamą i przyjaciółką przez telefon. Bardzo tęskniłam za nimi i za Berlinem, ale teraz moim jedynym domem był Dortmund. Nawet nie wiem kiedy Morfeusz wziął mnie w swoje ramiona.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, to już piąty rozdział!!!Mam nadzieję, że ktoś czyta
te wypociny. Jak myślicie Jess będzie z Mario?
Mogę wam zdradzić jedno: Łatwo im nie będzie!!!

czwartek, 26 września 2013

Rozdział 4

- Tak, to ja! - powiedziała, a wręcz krzyknęła brunetka, na szczęście muzyka ją zagłuszyła - Jess, a co ty tutaj robisz? - dodała po chwili.
- W Dortmundzie od niedawna mieszkam, a w tym klubie świętuję wygrany mecz Borussen. - odpowiedziałam, lekko zirytowana pytaniem dziewczyny.
- Ale, że sama. Trochę tak smutno... - powiedziała tępo czarnowłosa dziewczyna.
- Wcale nie sama, tylko z chłopakami z Borussii. - odpowiedziałam dumnie. Marysia aż się zagotowała na te słowa. Maryśka to moja "koleżanka" z podstawówki. Odkąd pamiętam była głupia i naiwna. Myślała że wszystko załatwi swoim wyglądem i pieniędzmi tatusia, nienawidzę takich ludzi...
- Są wszyscy chłopcy? - zapytała, ale do jasnej cholery po co jej to?
- No prawie wszyscy - odpowiedziałam zmieszana, a zarazem zdenerwowana.
- Czyli Mario też?
- Też. - o co jej chodzi? Dobra Irysówna ogarnij się.
- Zaprowadzisz mnie!? Plosseee! - poprosiła mnie, a przy tym zrobiła tak słodką podkówkę, że nie mogłam jej odmówić.
- Ok, ale nie zrób mi i mu siary - powiedziałam to i użyłam słowa "siary". Zazwyczaj nie używałam aż tak potocznego języka, ale do niej inaczej nie można dotrzeć.
- Tak obiecuję! - zarzekała się Mary ( czasami tak do niej mówiłam).
- Chodź! - powiedziałam, złapałam jej rękę i poprowadziłam ją do chłopaków. Po co ja to zrobiłam? No dobra mówi się trudno.
- Hej Mario - krzyknęła, a wręcz zawyła Mary.
- Hejjj, a ty to...? - odpowiedział Mario.
- Mary! Nie pamiętasz mnie chodziliśmy razem do podstawówki! - rzekła mu nasza koleżanka. Mario najwidoczniej był zmieszany, ale po krótkiej chwili odpowiedział:
- Taaaa, chyba cię kojarzę - odpowiedział, a brunetka zalotnie się do niego uśmiechnęła. Co ona sobie myśli. Chłopak nie widział jej dobre dziesięć lat, a ona już by chciała z nim flirtować. Na szczęście podszedł do nas Mo i zajął się Mary. Dziewczyna była zadowolona z jego komplementów, a Laitnerowi najwidoczniej podobała się ta zabawa.
- Uff!! - wzdychnął Mario - skąd ona się tu wzięła?
- Sorry, ja ją przywlekłam. Jesteś zły? - zapytałam z obawą w głosie.
- Chyba żartujesz. Patrz jak się świetnie dogadują. - wypowiadając te słowa skierował swój wzrok na Leitnera i Marysie. Rzeczywiście słodko razem wyglądali.
- Zatańczymy? - zapytał się mnie Mario.
- Oczywiście - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech. Uwielbiam patrzeć jak się uśmiecha.
Zatańczyliśmy, a chłopcy widocznie wyłapali mój talent do tańczenia i koniecznie wszyscy chcieli ze mną zatańczyć. Po tych wszystkich tańcach strasznie bolały mnie nogi, więc usiadłam na kanapie i rozprostowałam moje umęczone nóżki. Cały czas wzrokiem próbowałam odnaleźć Mary i Mo. Jednak ich nie znalazłam, ale z drugiej strony są dorosłymi ludźmi i nie muszę się chyba o nich martwić.
- Dobra Misia zbieramy się - powiedział Mario, o dziwo nie był piany, a nawet podpity jak jego koledzy. Na nogach trzymałam się tylko ja i jeszcze Mario i Łukasz.
- Ok, to chodźmy - odpowiedziałam.
- Dobra, tylko wiesz mamy mały problem.
- Jaki? - zapytałam zdziwiona.
- Marco!
- No to ładuj go do wozu!
- Ok lecę. Może Łukasz mi pomoże?
- Może. Pośpiesz się, bo za chwilę nogi mi odpadną - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Po dziesięciu minutach dyskusji z Marco chłopcom udało się zapakować go do samochodu Goetze' ego.
- Wreszcie - powiedział Mario, kiedy byliśmy już w jego bryce.
- No wreszcie - odpowiedziałam. Marco słodko spał na tylnym siedzeniu. Wyglądał przeuroczo.
Mario odpalił jego furę. Najpierw odwieźliśmy Marco do jego domu. Carolin nie była zachwycona widokiem pół żywego Marco. Chwile pogadałyśmy. Wydaje się być całkiem miłą dziewczyną. Koniecznie muszę poznać ją lepiej. Potem Mario odwiózł mnie do domu. Pożegnałam się z nim i weszłam do mojego nowiutkiego mieszkanka. Umyłam się, ubrałam piżamkę i ledwo żywa zasnęłam w moim wygodnym łóżeczku.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Łapcie nowy rozdział!!!Sorry, że tak długo nie
dawałam rozdziałów, ale wiecie szkoła, nauka.
Piszcie w komentarzach jak podoba się rozdział,
a i jeszcze jedno jak myślicie z kim będzie
Jess?
  

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 3

- To co idziemy do klubu świętować zwycięstwo nad Bayernem? - zapytał Leitner, po jego minie wywnioskowałam, że nie przyjmie odpowiedzi negatywnej.
Ok! - krzykneli wszyscy.
- Idziesz z nami? - skierował do mnie pytanie Marco, zapewne oczekując odpowiedzi pozytywnej z mojej strony. W gruncie rzeczy nie miałam czasu, ale chciałam trochę czasu spędzić z Mario.
- Ok, ale nie mam zamiaru balować z wami do trzeciej nad ranem - powiedziałam stanowczo, aczkolwiek łagodnie.
- To co idziemy się do domów ogarnąć, a potem do tego klubu co zawsze - powiedział Mario.
Wyszliśmy więc. Do domu odwiózł mnie Mario. Całą dość krótką drogę przegadaliśmy. Gdy już byłam w domu wzięłam prysznic, zrobiłam kłosa, ubrałam rajstopy i czerwoną mini, umalowałam się. Spojrzałam na zegar, który wskazywał 21:00. Gdy to zrobiłam pod mój dom podjechało piękne srebrne Audi 5. Wysiadł z niego mój przyjaciel. Ubrałam szpilki i byłam gotowa do wyjścia. Był bardzo ładnie i schludnie ubrany.
- Cześć! Ładnie wyglądasz - uśmiechnął się i zmierzył mnie wzrokiem. Lekko się zaczerwieniłam.
- Dziękuje - powiedziałam, a on otworzył mi drzwi do samochodu.
Gdy jechaliśmy nie padło z naszej strony żadne słowo. Po dwudziestu minutach dotarliśmy na miejsce. Klubem w którym mieliśmy świętować zwycięstwo Borussii nad Bayernem Monachium, okazał się jednym z najbardziej prestiżowych klubów w Niemczech.
- Wow - powiedziałam, a Mario uśmiechnął się słysząc moje pozytywne zdziwienie.
- Chodź, chłopcy już są i czekaj na nas - powiedział, wziął moją rękę i poszliśmy do klubu. Gdy weszliśmy chłopcy nas przywitali. Usiadła przy barze i piłam drinka, gdy podeszła do mnie średniej wysokości, brunetka z pięknymi brązowymi oczami. Kogoś mi przypominała... Nie mogłam sobie przypomnieć skąd ją znam.
- Jesika? Hej poznajesz mnie? - zapytała, w pierwszej chwili nie mogłam nic skojarzyć, nagle przypomniałam sobie kim jest ta drobna osoba.
- Martysia? - zapytałam, widząc w oczach brunetka radość z spotkania mnie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej miśki!
Dziś kolejny rozdziałek,
jak myślicie kim okaże się
Martysia? Czekam na wasze
opinie na temat tego
rozdziału.
Do napisania =^.^=

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 2

Gdy weszłam na stadion, nagle ktoś złapał mnie za rękę, a był to Mario! Mój kochany przyjaciel:
- Jesika, to ty? - zapytał się i uśmiechnął się.
- No ja, a niby kto inny? - odpowiedziałam i rzuciłam się w jego silne ramiona. - Dobra przesań, bo za chwilę mnie udusisz - krzyknęłam.
- Ok - powiedział i odstawił mnie na ziemię.
Pocałowałam go w zamian w policzek.
- Bardzo za tobą tęskniłem - powiedział.
- Ja też - rzuciłam.
- Musisz poznać chłopaków - powiedział.
- Później, a teraz leć do szatni,  a potem na murawę i strzel gola, bo stwierdzę, że na marne tu przyjechałam. No leć! - odpowiedziałam mu.
- Tak jest - rzucił i pobiegł do szatni.
Bardzo mi go brakowało. Poszłam na trybuny, kibicować mojej ulubionej drużynie. Piłkarze zaczęli wychodzić na boisko. Z trudem odnalazłam przyjaciela pośród tych mężczyzn. Cały czas trzymałam za niego kciuki. Po piętnastu minutach Mario strzelił pierwszego gola. Byłam dumne ze "starego" kumpla. Gdy siedziałam w czasie przerwy na trybunach, dostałam smsa od Mario:

" Jak podobał się gol? Zejdź z trybun
i poczekaj na mnie koło szatni"

Zeszłam z trybun zgodnie z instrukcją przyjaciela.Gdy Mario wyszedł z szatni i mnie zauważył od razu rogal pojawił się na jego twarzy. Wziął mnie za rękę i zaprowadził na murawę:
- Trener pozwolił ci usiąść na ławce rezerwowej - rzekł.
- Jej! Naprawdę? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Tak!!! Siadaj - powiedział.
W czasie drugiej połowy rozmawiałam z Piszczkiem, który był kontuzjowany. Bardzo miło nam się gawędziło. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy mecz dobiegł końca. Gdy Mario szedł w stronę szatni złapał mnie za rękę i poszliśmy razem do chłopaków z Borussii:
- To jest Jesika, moja przyjaciółka - powiedział do chłopaków. 
Każdy z nich przywitał się ze mną i przytulił. Gdy przytulałam się z Marco szepnął mi do ucha, że Mario dużo mu o mnie mówił. Gdy to usłyszałam mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto kolejny rozdział.
Powiem szczerz, że napisanie
go kosztowało mnie wiele nerwów.
Uważam, że jest nudny jak flaki z olejem.
Napiszcie co o nim sądzicie.
Pa miśki!


Rozdział 1

Może opowiem wam całą tą historię od początku, a więc gdy miałam 5 lat zaprzyjaźniłam się z Goetze. Byliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. Chodziliśmy razem do podstawówki i graliśmy razem w piłkę, zawsze go ogrywałam ;-). Koledzy Mario śmiali się z niego, że jest pantoflarzem, a dziewczyny cały czas mnie pytały jaki jest mój przyjaciel, bo nie powiem zawsze był przystojny. W 5 klasie Goetze musiał przeprowadzić się z Berlinu do Dortmund. Było mi bardzo smutno, że wyjeżdża. Gadaliśmy przez telefon, czy skaypa każdego dnia. Tęskniłam za nim... Nasza przyjaźń przetrwała do dzisiaj. Postanowiłam, że wyjadę do Dortmund i tam skończę studia i znajdę pracę. Miałam wyjechać z nadzieją na lepsze jutro.  Chciałam też zrobić niespodziankę kumplowi. Spakowałam się i chciałam iść wcześniej spać, ale przeszkodził mi mój ukochany przyjaciel. Zaczęliśmy gadać przez skaypa:
- Hej! - powiedział, a wręcz krzyknął ze szczęścia, że widzi mnie na ekranie swojego komputera.
- Hej - odpowiedziałam z entuzjazmem w głosie.
- Co tam? - rzucił.
- Nic, a tam? - uśmiechnęłam się.
- Też, jutro gramy mecz z Bayernem - powiedział zdenerwowany.
- Wiem będę oglądać. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz i przynajmniej zaliczysz asystę!!!
Zaczęliśmy się śmiać. Gadaliśmy jeszcze godzinę. Pożegnałam się z nim, poszłam wziąć prysznic i  spać.

                      ***

Obudziłam się o 6:00. Samolot miałam na godzinę 9. Umyłam się, ubrałam ( białą koszulę, miętowe rurki oraz czarne buty na wysokim obcasie ), umalowałam, poczesałam włosy i zjadłam śniadanie. Kiedy skończyłam zegar wskazywał 8:20. Wzięłam walizki, wrzuciłam do bagażnika taksówki i pojechałam na lotnisko. Wylądowałam w Dortmundzie o 10:00. Miałam bilety na mecz BvB i FCB, który miał się rozpocząć o 17:30. Pojechałam więc do mojego nowego mieszkania, które było bardzo blisko stadionu. Mieszkanie było małe, ale komfortowe, w sam raz dla mnie. Gdy skończyłam była już 16:45. Przejrzałam się w lustrze i poszłam na stadion. Miałam wielką nadzieję, że jeszcze przed meczem spotkam pomocnik BvB. Gdy weszłam na stadion ktoś złapał mnie za rękę, a był to...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej miśki!
Sorry, że nie napisałam we weekend, ale miałam 
problemy z internetem. Dlatego dzisiaj pojawią
się dwa rozdziały.


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Prolog

Hejka, nazywam się Jesika Irys. Kończę studia psychologiczne. Mieszkam w Berlinie. Przeprowadziłam się do Niemiec od razu po urodzeniu i tu znalazłam mojego najlepszego przyjaciela :). Gram na fortepianie i śpiewam, ale moim największym hobby jest piłka nożna. Uwielbiam oglądać mecze Bundesligi i to nie tylko dla tego, że uwielbiam football. Moja historia zaczyna się w dość dziwny sposób. Jak będzie wyglądało moje życie? Jakie przygody będę miała w nowym mieście? O tym przekonacie się za niedługo! 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej ;-)
Mam nadzieję, że pierwszy wpis na blogu się podobał.
Wpisy na blogu będą pojawiały się w soboty i niedziele.
O ewentualnych zmianach będziecie powiadamiani.
Jeśli wam się podobało zostawcie po sobie komentarz,
to bardzo motywuje do blogowania.

P.S. Napiszcie w komentarzach jakiej długości mają być rozdziały,
       i czy w ogóle mają się pojawiać, czy mam dać sobie spokój.
      Od razu też mówię, że blog będzie o tematyce miłosno - piłkarskiej!