Obudziłam się o 8:34. Wykonałam te wszystkie nudne i nużące rzeczy. Zastanawiałam się co bym mogła dzisiaj zrobić, gdy zadzwonił telefon. Odebrałam więc połączenie.
/Rozmowa telefoniczna/
- Hej! - rozbrzmiał znajomy głos w telefonie. Tak dobrze go znałam. Każdego wieczoru, to on huczał mi w głowie.
- Hej! - odpowiedziałam zadowolona. Dzwonił oczywiście Marioś.
- Chciałabyś może dzisiaj pozwiedzać Dortmund? - zapytał.
- Oczywiście, że chcę marzę o tym od momentu, w którym dowiedziałam się, że zamieszkam w Dortmundzie! - krzyknęłam do słuchawki.
- Ok Misia! Za 10 minut będę po ciebie. - powiedział o wiele spokojniej niż ja Mario. Cały dzień spędzę z nim. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo za nim tęskniłam. Postanowiłam wziąć plecak i spakować do niego ważne rzeczy i wodę, bo było strasznie ciepło. Kiedy skończyłam, to robić pod mój dom podjechała Mario. Założyła w try migach trampki. Gdy byłam już na podwórzu, Mario wyszedł ze swojego cacka i przywitał się ze mną. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Przez całą drogę Mario opowiadał mi jaki piękny jest Dortmund i ile ma ciekawych zabytków, muzeów i teatrów, a ja zamiast wsłuchiwać się w słowa przyjaciela, patrzyłam na jego piękne brązowe oczy. Po jakiś 10 minutach byliśmy na miejscu. Mario pokazał mi chyba cały Dortmund. Rzeczywiście jest piękny, przepiękny. Najważniejszy budynek w Dortmundzie zostawił na koniec. Po pół godzinie jazdy byliśmy pod dortmundzkim stadionem. Był on spełnieniem moich marzeń. Zawsze mówił rodzicom, że kiedyś stanę na tym stadionie jako zawodniczka damskiej drużyny w piłce nożnej z Dortmundu. Moje marzenie się nie spełniło, ale przy najmniej tutaj jestem.
- Chodź! - krzyknął Goetze, przy czym przerwał moje myśli. Podeszłam do niego. Goetze pokazał mi nawet najmniejszy zakamarek stadionu. Gdy byłam tu pierwszy raz, czyli w czasie meczu, wyglądał on zupełnie inaczej. Po prostu było tu wtedy ciaśniej i można było poczuć tą atmosferę kibiców. Teraz wyglądał nadzwyczajnie w świecie. Goetze zaprowadził mnie na murawę, zrobił to po raz drugi w tym tygodniu. Zaczerpnęłam powietrza głęboko w płuca. "Tu jest tak pięknie" pomyślałam.
- Zagramy? - zapytał mnie Goetze.
- Oczywiście. Nikogo nie ogrywam z tak wielką satysfakcją. - odpowiedziałam mu i uśmiechałam się zadziornie.
- Miło mi. - powiedział nonszalancko, zaczęliśmy się śmiać.
- Ok dość! - powiedziałam, gdy zdołałam stłumić śmiech - to gramy, czy nie? - zapytałam Mario, ale przecież i tak dobrze znałam odpowiedź.
- Gramy, ale chyba nie w tych ciuchach - powiedział, a ja zmierzyła go wzrokiem, a potem jeszcze siebie.
- Wiesz co?
- Co?
- Masz racje Marioś. - powiedziałam i uśmiechnęłam się najlepiej jak umiałam, a on odwzajemnił uśmiech.
- Poczekaj - powiedział i wszedł do tunelu. Czekałam na niego 10 minut. Po tym czasie przyszedł do mnie uśmiechnięty od ucha do uch. Był przebrany w swój klubowy strój. - Masz - powiedział i podał mi czarno - żółty strój. Z tyłu był napis " Goetze ".
- To gdzie mam się przebrać? - zapytałam i to był mój błąd.
- A nie możesz tutaj? - zapytał mnie jakby to było takie oczywiste.
- Nie!
- Ale dlaczego? - zapytał i uśmiechnął się zadziornie.
- A jak ktoś tu wejdzie, a po za tym ty tu jesteś. - powiedziałam, a wręcz wydarłam się na niego.
- Spokojnie w niedziele nikt tu nie przychodzi chyba, że gramy mecz, a ja już widziałem cię w stroju kąpielowym, więc nie masz się o co martwić - odpowiedział mi.
- No ok, ale obróć się i nie podglądaj! - powiedziałam stanowczo.
- Obiecuję - powiedział trzymając rękę na sercu. Szybko się przebrałam. Nie podglądał, na szczęście.
Zaczęliśmy rozgrzewkę, bieganie, ćwiczenia rozciągające itp. Potem zaczęliśmy wykonywać rzuty wolne. Zremisowaliśmy 3:3, mieliśmy 5 prób, gdy jedna osoba strzelała, druga stała na bramce. Poprawił swoją taktykę w ciągu tych kilku lat, co ja mówię przecież on jest piłkarzem, on musi dobrze grać. Stwierdziliśmy, że nie mamy już siły na rewanż. Zaczęliśmy więc gadać.
- Mario, a tęskniłeś za mną? - zapytałam.
- Bardzo, byłaś zawsze dla mnie bliską osobą. - odpowiedział, a ja poczułam motylki w brzuchu, zaczął się do mnie przybliżać. Dzieliły nas już tylko centymetry i wtedy stało się, on mnie pocałował. POCAŁOWAŁ MNIE!!! Robił to świetnie, najpierw delikatnie, z czasem namiętniej i zachłanniej. Było mi tak dobrze w jego ramionach, ja go po prostu kochałam, zawsze go kochałam.
- Ty dla mnie też. - szepnęłam mu do ucha, gdy przestał mnie całować. On uśmiechnął się do mnie i przytulił mnie mocniej. Potem odwiózł mnie do domu. Przez całą drogę milczeliśmy, musieliśmy wszystko sobie poukładać. Gdy byłam już w domu zjadłam kolacje, umyłam się, pogadałam z mamą i przyjaciółką przez telefon. Bardzo tęskniłam za nimi i za Berlinem, ale teraz moim jedynym domem był Dortmund. Nawet nie wiem kiedy Morfeusz wziął mnie w swoje ramiona.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, to już piąty rozdział!!!Mam nadzieję, że ktoś czyta
te wypociny. Jak myślicie Jess będzie z Mario?
Mogę wam zdradzić jedno: Łatwo im nie będzie!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz