- O co w tym wszystkim chodzi? - zapytał się zdziwiony Marco.
- Mary jest w ciąży. - powiedziałam z trudem powstrzymując swój entuzjazm. Przecież zostanę ciotką, więc mam powody do radości.
- To moje dziecko? - zadał sam sobie pytanie, ale ja jako ta dobra dusza odpowiedziałam na jego pytanie,
- Tak, twoje Mitch.
- Będę ojcem, najlepszym na świecie! - krzyknął uradowany, złapał mnie i zaczął mną kręcić.
- Na pewno! - powiedział Mario, wspierając zarazem kolegę. - Ale zostaw mi dziewczynę, masz swoją.
- Właśnie muszę z nią porozmawiać. - powiedział i poszedł do niej. Rozmawiali, śmiali się, a nawet Mary dostała całusa. Strasznie było mi żal Mortiza. On tak bardzo ją kochał, a ona żywiła uczucia do innego. Nieszczęśliwa miłość, bez wzajemności.
- Mario, a ty mnie kochasz? - zapytałam ledwo powstrzymując łzy, patrząc na tych dwoje.
- Ciebie i tylko ciebie. - powiedział i pocałował mnie. Wtedy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Poszłam wraz z Mario otworzyć drzwi. Mario chwycił drzwi i w tym momencie zobaczyłam moją siostrę.
- Tośka!
- Jess!
- Boże nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęskniłam!
- A ja! - powiedziała i przytuliła mnie najmocniej na świecie - O, cześć Mario!
- Hej! - odpowiedział bez większego entuzjazmu Mario.
- Mam nadzieję, że na tą imprezę zaprosiłeś tego swojego przystojnego przyjaciela. - Tosia zachichotała pod nosem. Wtedy pod nasz dom podjechali kilkoma samochodami zawodnicy FC Bayern.
- Hej Jess! Hej Mario! - powiedzieli chórem.
- Marioś, co ty taki czerwony? - zapytał Robben, a ja spojrzałam na ciemnoczerwoną twarz Goetze` ego i razem z Tosią zaczęłyśmy się śmiać jak głupie. Chłopaki nie pojmując naszego nagłego napadu śmiechu postanowili razem z Mario wejść do salonu.
- Tośka, mogłabyś być dla niego milsza. - powiedziałam, gdy przestałam się śmiać.
- Właśnie. Mogłabym, ale nie muszę!
Impreza trwała w najlepsze. Niektórzy już leżeli w różnych dziwnych miejscach śpiąc. Kuba, Łukasz i Rober postawili sobie za główny cel, upicie wszystkich zawodników Monachium i jak na razie dobrze im to wychodzi. Tośka flirtuje z lekko podpitym Marco. Pewnie zapytać co ja teraz robię. Tańczę z Mario wolnego. Chciałabym, żeby ta chwila nigdy się nie skończył, żeby trwała wieczność, a może jeszcze dzień dłużej.
- Gramy w butelkę! - krzyknął Piszczu i czar prysł. Wszyscy usiedliśmy w kółku. Łukasz kręcił jako pierwszy. Wszyscy piłkarze Borussen modlili się, żeby butelka nie wskazała ich. Tylko Bawarczycy siedzieli spokojnie, nie wiedząc jakie wyzwania zadaje Łuki. Butelka kręciła się i kręciła, aż wreszcie się zatrzymała. Wszyscy wstrzymali oddech. Butelka wypadła na Manuelu.
- To po nim. - powiedział szeptem Mario na co ja się uśmiechnęłam.
- Pytanie czy wyzwanie? - zapytał Łukasz.
- Wyzwanie. - powiedział pewny siebie Manuel. Oj, nie wiedział co czyni.
- Jess macie ketchup i musztardę? - zadał mi pytanie Łukasz.
- A mamy.
- To przynieś. - gdy przyniosłam, to o co prosił mnie Piszczek, Łuki powiedział:
- Posmaruj sobie ketchupem jedną brew, a drugą musztardą.
- Że co?
- To co słyszałeś. - powiedział ze chytrym uśmieszkiem Polak. Neuer wykonał wyzwanie, a my nie omieszkaliśmy zrobić mu sweet foci. Myślę, że jutro wszystkie portale plotkarskie będą o tym dudniły. Graliśmy w butelkę chyba do 2. Ostatnią rzeczą jaką pamiętam, jest to że Mario mocno przytula mnie do siebie, a moje powieki stają się ciężkie i zasypiam.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak podobał się rozdział? Mi osobiście średnio.
Proszę was o to abyście oddawali głosy na osobę,
o której mam pisać następnego bloga.
Naprawdę zależy mi na tym.
Chcę jak najszybciej zacząć pisać nowego bloga!
Papatki i po napisania za niedługo! :*
Jutro mecz Bayern - Man. City, a pojutrze Borussia - Marsylia!
Jakie obstawiacie wyniki?
KOMENTARZ = MOTYWACJA
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz