niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 11 cz.1

Obudziłam się wtulona w kołdrę. Po omacku próbowałam znaleźć moją komórkę. Gdy już ją znalazłam zobaczyłam, że jest już grubo po 11. Jak mogłam tak długo spać? Postanowiłam zjeść śniadanie. Wyszłam z pokoju i zeszłam ze schodów, a tam poczułam zapach jajecznicy.
- Nareszcie obudziła się moja księżniczka. - powiedział i postawił talerze ciepłego posiłku na stole.
- No niestety, ale mój książę z bajki nie pofatygował i nie przyszedł obudzić wcześniej.
- dostałam od Mario buziaka i zaczęliśmy zajadać nasz posiłek.
- Pamiętasz o dzisiejszej imprezie? - zapytał.
- Na śmierć o tym zapomniałam.
- Nie martw się wszystko załatwiłem. Zaprosiłem chłopaków, kupiłem jedzenie i ...
- Alkohol! - dokończyłam jego wypowiedź i zaczęliśmy się śmiać.
- Mam dla ciebie niespodziankę.
- A jaką?
- Zobaczysz później.
- No dobrze, a zaprosiłeś Tosię?
- Tak, ale to tylko i wyłącznie dla ciebie.
Mario pojechał do klubu podpisać jeszcze kilka papierów, a ja w tym czasie postanowiłam wziąć długą kąpiel z bąbelkami. Ubrałam szlafrok i wysuszyłam włosy. Usiadłam na kanapie i włączyłam laptopa. Weszłam na facebook`a. Miałam jedną wiadomość od przyjaciółki. Pytała co tam u mnie i u Mariosia, szybko odpisałam i w tym momencie do salonu wszedł Mario. Dał mi całusa i poprosił mnie o szklankę wody. Weszłam na korytarz, a tam usłyszałam:
- Niespodzianka! - rozejrzałam się po pokoju.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaa! - zabrzmiał mój donośny głos. Moim oczom ukazali się wszyscy piłkarze BvB. Pobiegli w moją stronę i przytulili mnie. - O Boże, jak ja za wami tęskniłam.
- To tylko dwa dni piękna. - powiedział Marco i przytulił mnie mocno.
- Bez was te dwa dni, to wieczność. - w kącie stali trzej mężczyźni. Podeszli do mnie i przywitali się.
- Cześć, ja jestem Henrich, to jest Sokratis, a to Pierre. - powiedział brunet.
- Hej, Jess. - uścisnęliśmy sobie dłonie. - Mary! - krzyknęłam, gdy zauważyłam koleżankę.
- Jesika, możemy porozmawiać? - powiedziała z ponurą miną Marysia.
- Oczywiście kochana. Chodźmy do sypialni i tak muszę się przebrać. - weszłyśmy do pokoju. Zaczęłam szukać jakiś ciuchów.
- Jess, wszystko się wali! - powiedziała i zaczęła płakać. Skończyłam zakładać moją sukienkę i podeszłam do niej.
- Mary, co się dzieje?
- Jestem w ciąży! - jej łzy lały się jak jesienny deszcz, a ja nie wiedziałam jak mam ją pocieszyć.
- Który to tydzień?
- Trzeci! - wtedy dotarło do mnie, że to nie może być dziecko Mortiza.
- Czyje, to dziecko, bo chyba nie Mo?
-  Nie, to nie dziecko Mortiza, my nie spaliśmy jeszcze ze sobą.
- A wtedy na imprezie?
- Odwiózł mnie do domu i tyle.
- To skoro to nie jego dziecko to jest ono...
- Mitch`a.
- Drugiego bramkarza Borussii?
- Tak. Mieliśmy przelotny romans.
- Musisz im o tym powiedzieć. - powiedziałam ocierający jej łzy.
- Ale, ale - łkała smutno - ja się boję.
- Nie masz czego, obiecuję ci, że będę przy tobie. - Mary uspokoiła się, poprawiła makijaż i zeszła razem ze mną na parter. Mario pocałował mnie, a ja spojrzałam wyczekująco na Marysie, która już razem z Mortiz` em opuszczała nasz salon. Dołączyłam się do rozmowy Ani Lewandowskiej i Agaty Błaszczykowskiej, które zacięcie dyskutowały o najmodniejszych butach. Według Anki fur rolę robię
w tym sezonie miętowe szpilki, a według Agatki czarne balerinki. Właściwie nie słuchałam ich rozmowy, tylko myślałam o Mary.
- A tobie Jess, które buty podobają się najbardziej? - zapytała się mnie Ania, a ja potrząsnęłam głową i spojrzałam na nie pytające.
- Nad czym tak myślisz? - zadała mi pytanie Błaszczykowska.
- O niczym ważnym. - powiedziałam nadal bujając w obłokach. Nagle usłyszałyśmy straszny krzyk, a w drzwiach do salonu stał wściekły Leitner.
- Ty idioto, już nie żyjesz! - krzyknął rozzłoszczony piłkarz i rzucił się na Langeraka. - Jak mogłeś jej, to zrobić?!
- O co ci chodzi?! Zabierzcie go ode mnie! - wrzeszczał Mitch, a Mary przytuliła się do mnie.
- Mario, zrób coś z nimi. - powiedziałam głaszcząc Mary po włosach. Marco i Mario rozdzielili mężczyzn i zabrali ich na "słówko". Mary zaczęła nerwowa poruszać palcami, a goście jakby nigdy nic się nie stało, wrócili do rozmowy. Agata i Ania zajmowały się Marysią, a ja poszłam do chłopaków.
- Mo! - zwróciłam się do chłopaka - Po co to zrobiłeś?
- Bo ją dalej kocham. - powiedział i spojrzał na Langeraka - a ona mnie nie.
- Jak to? - wtrącił się zdezorientowany Mario.
- Ona kocha tego dziecioroba. - powiedział Mo i wyszedł z naszej posesji.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej!
Postanowiłam ten rozdział podzielić na dwie części, bo
wyszedł ciut przydługawy. Dzięki za komentarz Juliana!  ;*
Naprawdę mnie zmotywowałaś, bo nie miałam ochoty pisać
tego rozdziału.

KOMENTARZ = MOTYWACJA                    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz