niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 10

/ Godzina 15:00 /
- Kochanie spóźnimy się! - krzyknął Mario, a ja w tej chwili zeszłam ze schodów. Podeszłam do niego, dałam mu buziaka i powiedziałam:
- Nie denerwuj się tak, bo złość piękności szkodzi, a tobie jej niewiele zostało. - uśmiechnęłam się pod nosem, widząc jego minę. Ubrałam moje ulubione szpilki i czekałam na Mario, który ubierał się bardzo wolno, chyba dlatego, że był na mnie fochnięty. Wsiedliśmy do samochodu, a Mario nawet nie drgnął.
- Mario! Nie bądź na mnie zły, to było tylko dla żartów!
- No dobrze słoneczko, ale pod jednym warunkiem!
- Jakim?
- Powtórzymy, to co robiliśmy w nocy. - powiedziawszy, to uniósł zalotnie brwi i uśmiechnął się zawadiacko.
- Idiota! - powiedziałam i uśmiechnęłam się. On był niesamowity. Potrafił mnie wyprowadzić z równowagi, a po chwili już na mojej twarzy gościł uśmiech z jego powodu.
- Ale twój! - przerwał moje myśli.
- Tośka dzwoniła. - powiedziałam po chwili. Tosia, to moja o dwa lata młodsza siostra. Miałyśmy zawsze dobry kontakt i w trudnych momentach potrafiłyśmy się wspierać.
- Co chciała? - zapytał Mario. Moja kochana siostrzyczka kiedyś startowała do Marco, czym wzbudziła nie małą nienawiść u Mario.
- Pytała co u mnie i takie tam, a i jeszcze zapraszała nas do niej na parapetówkę.
- Wyprowadziła się od rodziców?
- Tak, bodaj tydzień temu. Mieszka teraz w centrum Monachium, więc będziemy się często widywać. - powiedziałam i spojrzałam na Mario, który ze złości zaczął się czerwienić. - Spokojnie ty nie musisz. - dodałam i cmoknęłam go w policzek.
- To już tu. - powiedział i wyszliśmy z auta. Stadion był bardzo ładny i nowoczesny. Byłam tutaj kiedyś z tatą na meczu. Weszliśmy do środka. Pokonaliśmy kilkanaście schodków i weszliśmy do pewnego pokoju. To tutaj Mario miał zostać oficjalnie ogłoszony zawodnikiem Bayernu. Na sali byli już zawodnicy, sztab szkoleniowy i medyczny oraz kilku dziennikarzy. Mario podszedł do prezesa klubu. Podążyłam za nim. Mario przedstawił mnie miłemu, starszemu panu. Potem zaczęto tą całą wielką "ceremonie".
Powiedzieli kilka zdań o nowym nabytku, mówili jak to się cieszą, że będzie u nich grać itd. Potem nadszedł czas na pytania do Mariosia.
- Czemu odszedł Pan do Bayernu, przecież w Borussii miał Pan miejsce w pierwszym składzie, a pensja do najmniejszych nie należała. Jest Pan wychowankiem Dortmundu. Nie ma Pan wyrzutów sumienia, że opuścił Pan swój macierzysty klub i odszedł do jego największego wroga? - gdy usłyszałam, to pytanie zagotowało się we mnie, miałam ochotę przywalić temu dziennikarzynie.
- A jeżeli Pan miałby wybór pisać do The Times, albo dalej do regionalnej gazetki, to co by Pan wybrał? - odpowiedział Mario ze uśmiechem na twarzy.
- The Times. - odrzekł zmieszany dziennikarz.
- Borussia, to wielki i wspaniały klub, ale nie mogę tam wiecznie grać, muszę iść dalej. Nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Może przekona się Pan o tym za niedługo. - powiedział Mario, mając na myśli, to że do transferu został zmuszony. Od tego pytania dziennikarze nawet nie wypowiedzieli słów Borussia i transfer. Pytali głównie o oczekiwania i plan gry Mariosia. Po skończonym wywiadzie do mojego chłopaka podeszli jego nowi koledzy z drużyny. Postanowiłam podejść do nich i się przedstawić.
- Hej! Jestem Jess, dziewczyna Mario. - powiedziałam, a chłopcy zaczęli się przedstawiać. Większość z tych mężczyzn znałam, a o niektórych nie miałam pojęcia.
- To może jutro zorganizujemy parapetówkę? - zapytał się mnie Mario.
- Ok.
- Naprawdę?
- Czemu nie! - powiedziałam i dałam mu całusa. Chłopcy patrzeli na nas jak przysłowiowa sroka w gnat i uśmiechali się.
- Zakochańce! - powiedział Philipp Lahm. Dostał za, to od Neuer` a kuksańca. Pożegnaliśmy się z chłopakami i pojechaliśmy do domu. Zmyłam makijaż, wzięłam zimny prysznic i założyłam piżamę.
Weszłam do sypialni, aby oznajmić chłopakowi, że może już skorzystać z łazienki. Gdy weszłam do pokoju, zauważyłam słodko śpiącego Mario. Uśmiechnęłam się tylko i poszłam w jego ślad.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, to już dziesiąty rozdział! Mały jubileusz!
W następnym rozdziale, to opijemy.
Mam tu na myśli parapetówkę!
Dzięki, że jesteście ze mną i wytrzymaliście
te dziesięć rozdziałów. Proszę was o więcej komentarzy.
One naprawdę dają tego przysłowiowego kopa.
Nie mogę teraz po nocach spać, bo myślę już o następnych
rozdziałach, a mój blog komentują dopiero dwie osoby.
Boję się co się stanie jeśli, ta liczba się powiększy.
Poświęcam na tego bloga naprawdę dużo czasu.
Nie mówię tutaj o pisaniu, ale o obmyślaniu rozdziałów.
Czasem pomysł przychodzi mi do głowy w połowie lekcji
(najczęściej biologii) i nie umiem się skupić.
Bardzo Wam dziękuję, Drogie Czytelniczki!
Do napisania! =)

KOMENTARZ = MOTYWACJA

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z góry Sorry, że tak usuwam te komentarze, ale znowu się pomyliłam :D Jakaś taka nieswoja dziś jestem... Wybacz.
    Zacznijmy od tego, że mi także pomysły na rozdziały przychodzą na lekcjach, może to dziwne, ale najczęściej na religii :D A z biologii jak wychodzę to nawet nie wiem o czym była mowa.. Taa, nie idzie mi ten przedmiot. ALE NIEWAŻNE! Ważny jest ten rozdział, który jest super:) Jednak go zaakceptowali, tak btw, Mario to słodziak <3 Czekam na next, bo jestem strasznie ciekawa jak przebiegnie ta parapetówka :D Pozdrawiam, ciepło ;*
    Zapraszam w wolnej chwili do mnie: http://jameinbrudermarcoreus.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za motywację. Na pewno zajrzę i z wielką przyjemnością przeczytam. Pozdrawiam :*

      Usuń