wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 19 - Ostatni

/Dwa lata później/
- Mary podaj mi mój welon. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do mojego odbicia w lustrze. Wyglądałam inaczej. Biała suknia ciągnęła się, jakby nie miała końca, zupełnie tak jak moje szczęście. Mary założyła mi welon. Jeszcze miesiąc temu, to ja jej w tym pomagałam. Wszystko było już gotowe. Włosy idealnie ułożone, nienaganny makijaż i hollywoodzki uśmiech, pełen miłości, bo kierowany był w stronę mojej córeczki Madzi. Magda była bardzo mądrym dzieckiem. Szybko nauczyła się chodzić i mówić. Miała na sobie piękną pastelowo różową sukienkę. Gotowa wyszłam wraz z Mary i Madzią do limuzyny. Nerwowo poruszałam palcami, a droga do kościoła, ciągnęła się w nieskończoność. Madzia rozmawiała z Mary o Adasiu. Byłam strasznie zdenerwowana. Nareszcie dojechałyśmy do kościoła. Wyszłyśmy z samochodu. Przed sanktuarium było pełno paparazzie. Co chwilę blaski fleszy jakieś pytania, ale wreszcie ojciec zabrała mnie pod ramię. Zabrzmiała ta muzyka, przy której nie raz z koleżankami bawiłyśmy się w ślub. Szłam powoli z gracją i wdziękiem. Wreszcie zobaczyłam go. Księcia z bajki. Wróć. Zobaczyła Mario, mojego zwykłego Mario, z którym bawiłam się w chowanego i ganianego. Nawet nie zauważyłam kiedy, ale byłam już przed ołtarzem razem z Mario i naszymi świadkami - Marco i Mary. Spojrzałam na zebranych w kościele. Moi rodzice i rodzice Mario, moja Madzia, Tośka, Mitch z Adasiem, piłkarze Borussii i Bayernu, ciotki i wujkowie, babcia i dziadek. Moi najbliżsi byli ze mną w tym ważnym dniu. Po jakiś czasie przyszła pora na przysięgę małżeńską.
- Ja Mario biorę sobie Ciebie Jesikę za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. - powiedział Mario, a łza pociekła po moim policzku.
- Ja Jesika biorę sobie Ciebie Mario za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. - powiedziałam i rozpłakałam się ze szczęścia. Pamiętam, że zawsze jak z rodzicami chodziłam na śluby członków rodziny, mówiłam mamie, że nie rozumiem czemu one zawsze płaczą, a mama mówiła, że jak sama będę przed ołtarzem, to zrozumiem. Zrozumiałam i wcale im się nie już dziwię.
- Możesz pocałować Pannę Młodą. - usłyszałam po nieokreślonym czasie. Mario pocałował mnie tak, jak nigdy. Inaczej, nadzwyczajnie. Wyszliśmy z kościoła. Wszyscy zaczęli sypać ryż. Mario wziął Madzię na ręce i szepnął mi do ucha słowa, które wypowiedział mi do ucha dwa lata temu.
- Na zawsze razem. - znowu mimowolnie się uśmiechnęłam. Wszyscy składali nam życzenia i dawali prezenty, które notabene nie były nam potrzebne, bo mieliśmy siebie...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! To już ostatni rozdział :( Jeszcze epilog i... planuję innego bloga. I pisząc innego mam na myśli też, to że innego od moich dwóch pierwszych. Będzie smutny, mam nadzieję, że uda mi się, bo lubię pisać historie jak z bajki, ale chyba dam radę. Nie będzie to blog o piłkarzach Borussii. Będzie o Legii!  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz