sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 18

- Wyjdziesz za mnie? - zapytał i wyciągnął czerwone pudełeczko. Po chwilowym namyśle, odpowiedziałam:
- Nie szkodzi spróbować. - powiedziałam i zobaczył, zdziwioną, a zarazem szczęśliwą twarz Mario.
- Naprawdę? - zapytał nie dowierzając.
- Tak. - odpowiedziałam, a ten porwał mnie w swoje ramiona i pocałował mnie nieśmiało. - Mam tylko trzy warunki. Po pierwsze: Nigdy mnie już nie oszukasz. Po drugie: Będziesz najwspanialszym mężem i ojcem na świecie. Po trzeci: Daj mi wreszcie ten pierścionek. - powiedziałam i dostałam swój brylancik. 
- Oczywiście, dla ciebie wszystko. A to będzie chłopak, czy dziewczynka? - zapytał.
- Dziewczynka. - Razem z Mario pojechaliśmy do hotelu. No cóż... Nie mogę bez niego żyć. Próbowałam zapomnieć o nim, o nas, ale ja tak nie potrafię. Kocham go i naszą małą Madzie. Mam nadzieję, że wreszcie wszystko się ułoży.

/miesiąc później/
- Mario, kochanie obudź się. - szeptałam mu do ucha.
- Misiu jest jeszcze wcześnie. - wymruczał.
- Ale ja rodzę. - powiedziałam najzupełniej spokojnie. Mario zerwał się z łóżka i zaczął się ubierać. Zrobił, to tak szybko, że po chwili byliśmy już w samochodzie. Do szpitala dotarliśmy w niecałe 10 minut. Szybko zawieźli mnie na sale porodową. Poród trwał kilka godzin. Byłam strasznie zmęczona, ale wreszcie usłyszałam moją małą Madzie. Uśmiechnięta pielęgniarka położyła moją malutką księżniczkę na moich ramionach.
- Jest przepiękna. - powiedział Mario ze łzami w oczach. - Ma twoje oczy.
- Ale jest bardzo podobna do ciebie. - stwierdziłam, a mój narzeczony dał mi całusa.
- Na zawsze razem... - szepnął.

Po kilku dniach mogłam już wraz z Madzią, opuścić szpital. Mario przyjechał po nas i pojechaliśmy do naszego domu.
- Chodź, pokażę ci coś. - zwrócił się do mnie mężczyzna mojego życia. Wzięłam malutką i poszłam wraz z Mario na drugie piętro naszego domu. Otworzył drzwi i wszedł, a później gestem ręki zaprosił mnie do środka. To co tam zobaczyłam przerosło wszelkie moje oczekiwania. Mario prześlicznie udekorował pokój dla naszej córeczki. Cały był różowo-biały. Pełno pluszaków, a ubrania dla Magdy były równiutko poukładane w komodzie.
- Kocham cię. - powiedziałam, a ten objął mnie ramieniem.
- Ja ciebie też. - odpowiedział, a po chwili dodał. - I Madzie też. - wypowiedzenie imienia naszej córeczki sprawiały mu jeszcze problemy, mimo moich wielokrotnych lekcji. W tym momencie byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie. Miałam cudownego narzeczonego i córeczkę. Moje rozmyślenia przerwał dzwonek. Mario poszedł otworzyć, a ja szłam zaraz za nim.
- Hej! Ciotka Tośka przyszła was odwiedzić. - powiedziała moja siostra. - No i jeszcze ciotka Mary, Ania, Agata i Ewa. I jeszcze wujek Mitch, Marco, Robert, Kuba i Łukasz. - i w tym momencie z kryjówek wyskoczyli moi przyjaciele.
- O witajcie! - powiedzieliśmy razem z Mario. - Wchodźcie! - dodałam po chwili. Reszta dnia minęła nam w miłym towarzystwie piłkarzy Dortmundu i ich partnerek. Oczywiście wszyscy rozczulali się nad moją malutką Madzią, no i oczywiście nad słodkim Adasiem, który do Monachium przyjechał wraz z Mitch`em i Mary.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka! To już przedostatni rozdział. Trochę zżyłam się z tym opowiadaniem i choć nie było ono idealne, to naprawdę trudno będzie mi je zakończyć... :/ 

3 komentarze:

  1. Hej :)
    Dopiero teraz znalazłam tego bloga a tu bam...Już prawie koniec :(
    Ale nie martw się zdążę go szybko nadrobić :)
    Pozdrawiam + zapraszam do mnie :)
    http://historie-z-pamietnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Hej! Cieszę się, że ktoś czyta jeszcze tego bloga. Niestety, ale muszę go powoli zakończyć, bo nie mam na niego pomysłów :/ Dzięki za komentarz, a niektóre opowiadania z twojego bloga czytałam :) Również pozdrawiam!

      Usuń